I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
Blog > Komentarze do wpisu

OKOŁOSTRAJKOWY WPIS LITERACKO-FEMINISTYCZNY

mianowicie tera będzie o tym, że choćby przyszło tysiąc atletów, i każdy zjadłby tysiąc kotletów, i każdy nie wiem jak się natężał, to Ziemiańskiego i jego Achai nie tknę się nawet kijem przez szmatę (wyjąwszy analizy na Niezatapialnej).

i nie, nie ma takiego argumentu, który mógłby mnie przekonać, że to fajoskie książki som. co więcej - nie pojmuję, jak jakakolwiek myśląca kobieta może ten szit czytać i jeszcze twierdzić, że no ale nocoty, przesz cykl o Achai to zajebisty jest.
NIE JEST.
i Ziemiański też nie jest zajebisty.
słabo mnie obchodzi, że z każdego wywiadu wychodzi z niego żenujący zmanierowany narcyz - gdyby pisał książki dobre i wartościowe, nie miałoby dla mnie znaczenia, jaki jest prywatnie. jednakowoż Ziemiański pisze naprawdę słabo, jego dzieua nie wnoszą kompletnie żadnych wartości, a do tego - czytając trzecią część analizy, którą zrobiła Achai Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona - miałam wątpliwą przyjemność zapoznać się z wynurzeniami Ziemiańskiego, od których strzelił mnie tak straszliwy chuj, że fala uderzeniowa objęła trzy sąsiednie galaktyki. 
zresztą niech se Państwo samo oceni:

"Gdyby żony miały choć trochę wiedzy kurew, być może świat byłby inny. Być może nie byłoby wojen, ni plag, ni najazdów. Ale żony były tylko żonami. Ich mężowie musieli wyżywać się w wojnach i najazdach, bo nie mieli niczego innego do wyboru. Musieli knuć, walczyć, niszczyć innych. Nie było kurwy, która mogłaby ich wysłuchać i podziwiać. Nie było ladacznicy, która mogłaby ustami (bez wypowiadania słów) zatrzymać ich niewczesne zapędy. Powiecie pewnie, że kobiety nie chcą wojen, ze względu na los ich mężów i synów. Bzdury. Ich nie obchodzą ani mężowie, ani synowie. Nie o to chodzi w tym interesie, panowie. Gdzieś daleko od rozgrywających się tu wydarzeń, w zupełnie innym miejscu, innym czasie kobiety zyskały prawo głosu. I w ich świecie rozpoczęła się okrutna wojna światowa. Nazwana pierwszą… Ponieważ trochę później wybuchła druga. Jeszcze bardziej okrutna. A potem… Potem – łatwo się już domyślić. A przecież u podstaw tego wszystkiego leżały jedynie głosy kobiet, które wszak dbały o losy swych mężów i synów. Rzezie w imię życia, do którego stwarzania ponoć powołane są kobiety? Panowie, no co wy? Przecież nikt nie powiedział, że one mają to robić rozumem. Naprawdę nikt tego nie powiedział."
Andrzej Ziemiański, Achaja, tom pierwszy.

powiem tak: panie Ziemiański, naprawdę, bardzo mi przykro, że ma pan aż tak zaburzone relacje z kobietami, jednakowoż zaprawdę, wierzaj mi pan, że takim pierdoleniem pan tych relacji nie poprawisz. a biorąc pod uwagę, że - jak pan oznajmiłeś w jednym wywiadów - lubisz pan ostre kobiety, w imieniu wszystkich ostrych kobiet informuję pana, iż jest to jedyne pierdolenie, na jakie możesz pan liczyć, jeżeli o nas chodzi.

oraz też z tego miejsca chciałabym zapytać teraz wszystkie kobiety, które mnie zachęcały do czytania tego syfu oraz kupowania achajowych książeczek i przez to pośrednio do utrzymywania tego żałosnego, podstarzałego, niedorżniętego smutnego frędzla, co mają mi do powiedzenia w kontekście powyższego cytatu.

poniedziałek, 03 października 2016, nimfabo

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: diabel-w-buraczkach, *.routing.wtnet.de
2016/10/04 14:42:09
bozesztymój.... có za wspanialy ciag logicznych wniosków ten pan wypocil...
-
Gość: , *.gazeta.pl
2016/10/21 13:42:01
E tam. Ziemiański pisze marnie, ale nie przez to, co pisze (w sensie poglądy), ale jest cieniasem i wtórniakiem jeśli chodzi o pomysły i narratorem niczym podstarzały wujo Genio na rodzinnej stypie. Jednak sam cytat ani mnie nie poraził, ani mnie nie zbulwersował (bo co tu bulwersującego), ani nic takiego. Po pierwsze - złota filologiczna zasada - świat utworu i narrator tegoż nie jest tożsamym z autorem, po drugie nieco racji w tym jest i ma tu coś na rzeczy biologia ewolucyjna. Spójrzmy na siebie: większość znakomita lasek również daleko pojętą użytecznością przy wyborze drugiej połowy, lub też - nawet jeśli początkowo było to inaczej - w latach kryzysu decyduje się trwać w marnych emocjonalnie związkach z przyczyn utworzenia rodzinno-majątkowego kombinatu, a z miłością ma to tyle wspólnego, co za przeproszeniem ja z baletnicą z teatru Balszoj. Oni marzą o młodych dupencjach, a my o młodych legolasach, tylko że werbalizujemy to podczas kolejnego rozpijanego Chardonnay na babskich wieczorkach. I co w tym złego?