I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
poniedziałek, 24 listopada 2014

Mujborze.
Przedawkowałam dziś kawę.
Po przedawkowaniu kawy zawsze się robię hiperaktywna i hiperkreatywna.
Hiperkreatywność pokawowa, niestety, obiera u mnie kierunki absolutnie niepożądane oraz niepodobne do niczego.
Na przykład dzisiejszy kierunek był taki, że zamiast pójść kupić spodnie, a po powrocie jak normalna kobieta ugotować obiad oraz zacieśniać więź emocjonalną z mopem, poszłam kupić lakier do drewna oraz po powrocie malowałam karmnik.
Skutkiem czego, na efekty przedawkowania kawy nałożyły się efekty inhalacji substancji lotnych, nieco zniekształcających percepcję oraz świadomość.
Trochę ups.
No dobra, całkiem ups.
Tak naprawdę ups rozmiarów tyłka Kimkardaszjan.
Gdyż, pod wpływem wcześniejszych rozmów z Paniąmatką oraz Siostrą Margaretą, doszłam byłam do wniosku, że może faktycznie, zgodnie z ich sugestiami, powinnam napisać i wydać książkę.
Panimatka nalega bowiem, żebym napisała. O miłości. Bez brzydkich wyrazów. I z hepiędem. Margareta się nieco tą miłością i hepiędem zniesmaczyła, ale też się zaraz zmitygowała przypomniawszy sobie, że ja wizję hepiędu mam nieco odbiegająca od mejnstrimowej definicji.
Bowiem u mnie w ramach hepiędu nastąpiłby ślub (wiadomo, hepięd bez ślubu się nie liczy), a potem Bohaterka żyłaby długo i szczęśliwie jako wdowa. Własnoręcznie się owdowiwszy i odziedziczywszy fortunę. Mąż zeszedłby na dysfunkcje ogólnoustrojowe powstałe na tle spożycia grzybów marynowanych. Grzyby oczywiście byłyby z puli tych, które z niewiadomych przyczyn nazywane są niejadalnymi, co jest logiczną niespójnością straszną, bo każda Prawdziwa Polka wie, że WSZYSTKIE grzyby są jadalne, z tym, że niektóre tylko jeden raz. Ewentualnie, gdyby odmówił spożywania grzybów, zszedłby na rany kłute od noża, na który upadł był pośliznąwszy się nieszczęśliwie. Trzy razy. No możliwości jest bez liku, w każdym razie albo Bohaterka owdowiałaby popełniwszy zbrodnię doskonałą i do końca swych dni przepuszczałaby fortunę odziedziczoną po Świętej Pamięci Małżonku, albo też - tutaj alternatywne zakończenie z zamaszystym ukłonem w kierunku środowisk LGBT - popełniłaby zbrodnię niedoskonałą i trafiłaby do zakładu karnego, w którym odkryłaby uroki miłości lesbijskiej, a po odbyciu wyroku dokonałaby swoich dni przepuszczając majątek (ukradziony Świętej Pamięci Mężowi i dobrze ukryty na czas odsiadki) z powabną byłą współwięźniarką.
Jak już miałam koncept książki, to z Margaretą omówiłyśmy kwestie techniczne. Że jak mam pisać o miłości, to wypadałoby się wpasować w bieżące trendy w literaturze kobiecej. A bieżące trendy są takie, że minimalizm. W sensie, że z niczym nie przesadzamy. 
Po pierwsze, nie przesadzamy z ortografią. Najlepiej wszystko pisać przez samo żet i samo ha. Bo wiadomo, że jak się profesjonalnie pisze książki, to trzeba sobie założyć, ile liter dziennie się będzie pisać, więc potem takie dwuznaki niepotrzebnie tylko zmniejszają wydajność Pisarki.
Po drugie, nie przesadzamy z interpunkcją. Bo to tylko niepotrzebnie dystraktuje - i Pisarkę, i czytelnika. Jak Pisarka pisze to wiadomo, że przelewa strumień świadomości i natchnienia na papier - i bez sensu, żeby się zastanawiała gdzie przecinek, a gdzie kropka, bo gubi wątek niepotrzebnie. A jak musi jakiś średnik dorzucić, to już wogle całe natchnienie idzie się pierdolić, bo proszszszwas, no kurwa, ŚREDNIK, też mi znak interpunkcyjny, kto to wogle wymyślił i po co. No. Poza tym weźcie się, przesz wiadomo, że przez przecinki to całe tempo akcji rozpiżdżone jest w drobny mak.
Po trzecie, nie przesadzamy z opisami. Bo w książce nie rozchodzi się o to, że jak bohaterka wygląda i jak ma lokal mieszkalny czy użytkowy umeblowany, tylko o to, żeby akcja była wartka. Jak se czytelnik sam bez opisów nie umi bohaterów wyobrazić albo wnętrz, to po co się wogle za książkę łapie. Filmy niech se ogląda, prostak jeden. Opisy rozpiżdżają tempo akcji gorzej jeszcze niż przecinki.
Po czwarte - nie ma co się za bardzo skupiać na logicznym ciągu przyczynowo-skutkowym ani na chronologii, jak akcja będzie wystarczająco wartka, to czytelnicy i tak nie zauważą.
Po piąte - nawet, jeżeli ktoś twierdzi, że nasze dzieło jest masakrycznym gniotem obnażającym absolutny brak warsztatu i talentu, nie należy się przejmować, zrzucając przy tym winę na fatalną redakcję i korektę, bo przesz wiadomo, że Pisarka jest od tworzenia wciągającej fabuły i wartkości akcji, a nie od tego, żeby się fabuła i akcja trzymały kupy. No HELOOOOOŁ!
Ponadto, dobrze żeby w książce był seks. Bo teraz seks jest trendi i literatura kobieca bez seksu jest nieważna. Wbrew pozorom pisanie o seksie wcale nie jest trudne, tylko musi być dużo porównań - najlepiej do zwierząt (że wiła się jak wąż, albo prężyła jak kot, że muśnięcia jak skrzydłem motyla) i dużo odniesień kulinarnych. Chociaż Margareta mówi, że ona osobiście odradza, gdyż na przykład przy “smakowaniu kobiecości”, znalezionym w książkach jednej Pisarki, doznała skojarzenia że czy smakowane było łyżeczką do herbaty, kopyścią, czy też wazową chochlą, Poczem Margareta drżącym głosem zeznała jeszcze, że kwestia ta prześladuje ją do dziś. Rozważyłyśmy zatem alternatywnie porównania do martwej natury, gdyż u tej samej Pisarki był przeuroczy fragment o “języku wirującym wokół kamyczka” - aczkolwiek wzmiankowany opis był na tyle subtelny i enigmatyczny, że nie ma pewności co do kamyczkowego umiejscowienia i funkcji, więc równie dobrze może się okazać, że albo ktoś miał parafilię na tle geologicznym, albo było to jakieś ćwiczenie zalecone przez logopedę (no wiecie, coś jak mówienie z zębami zaciśniętymi na korku od wina czy ołówku), a ja to mylnie interpretuję, dowodząc swojej ignorancji. I też musi być trochę sensacyjnie, jak w amerykańskim kinie akcji, że “czułam zbliżający się wybuch” albo ze “eksplodował we mnie”, i żeby tak to sugestywnie opisać, że czytelnik zaraz widzi na tle tych eksplozji biegnącego Brusa Łilisa albo Arnolda Szwarcenegera z bazuką nonszalancko niesioną na ramieniu. No nie wiem, poczytam więcej polskiej literatury kobiecej, zobaczę, jak Pisarki Z Dorobkiem rozwiązały tę kwestię i wypracuję jakąś metodę. Tak czy inaczej, seks musi być i basta.

Co do samej fabuły, to niezdecydowana jestem, na razie rozkminione mam dwa potencjalne zakończenia i że ma być seks, więc gdybyście mieli jakieś sugestie, to dzielcie się koniecznie.

18:58, nimfabo
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 358