I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
niedziela, 31 stycznia 2010

Dziś o paniwłaścicielce i kolejnych chorych akcjach z mieszkaniem, które lada moment spowodują, że jakieś naczynko w mózgu mi jebnie.

W skrócie mówiąc sprawa ma się tak: ja wkurwiona korowodami obcych ludzi (agentka, agentka z synem, paniwłaścicielczyna koleżanka, kolega paniwłaścicielczynej koleżanki) łażących mi po mieszkaniu i zaglądających we wszystkie kąty (koleżanka paniwłaścicielki usiłowała zajrzeć mi do szafy z ubraniami, no żesz JAPIERDOLEKURWA) napisałam mejla, żeby hrabina łaskawie zbastowała z ilością nasyłanych na mnie osób, bo ja w geście dobrej woli nie utrudniam jej co prawda czynności związanych ze sprzedażą mieszkania, ale cierpliwość i uprzejmość już mi się kończą zdecydowanie. Paniwłaścicielka powołując się na zapisy umowy zaczęła mję ustawiać do pionu, że łaski nie robię, gdyż mam zasrany obowiązek wpuszczać do mieszkania każdego, kogo ona mi każe i wtedy kiedy mi każe. Oj no kurwa no, jakież to było słabe posunięcie, to ani się paniwłaścicielka spodziewała.

Albowię.

Po pierwsze, w umowie owszem jest punkt o wpuszczaniu do mieszkania (bez precyzowania częstotliwości), ale tylko pani właścicielki oraz jej lokalnej pełnomocniczki (wymienionej z imienia i nazwiska). Więc tak w sumie mogę wszelkim agentom, tudzież panihrabinowym znajomym niewymienionym w umowie najmu, kazać wypierdalać na mróz i śnieg. No chyba, że zostaną uzbrojeni w pełnomocnictwa przyozdobione pieczątkami urzędowymi oraz znaczkiem skarbowym, to wtedy proszę bardzo.

Po drugie, ja jestem zazwyczaj miła i uprzejma, ale to tylko do czasu, jak się mnie wkurwi. A po otrzymaniu mejla dyscyplinującego strzelił mnie po prostu monstrualny i nieokiełznany chuj. I żeby paniwłaścicielce zasygnalizować potencjalne skutki psucia mi nastroju, spuściłam uroczyście na drzewo agentkę nieruchomości, dzwoniącą w celu ustalenia terminu zawieszenia bannera reklamowego (w sęsie że nasprzedasz) na balkonie.

Tak se myślę, że skoro umowę mam do końca lutego, to chyba przed marcem żadnego bannera pani agentka nie powiesi. Ani też w tym czasie żadna obca kurwa nie wejdzie już do zajmowanego przeze mnie mieszkania.

Zwłaszcza, że w ostatnim swoim rozkosznym mejlu hrabina zakomunikowała mi, że ma stały kontakt z sąsiadami i że musimy sobie o tym porozmawiać, kiedy się spotkamy. Oj no, sęk w tym, że ja zamierzam się z nią spotkać raz i na krótko – ja przekażę klucze a pani przekaże 1800peelen kaucji, dziękuję, do niewidzenia. Nie zamierzam na pewno roztrząsać tego, co sąsiedzi podsłuchali / podejrzeli przez judasza / dokonfabulowali sobie w przypływie natchnienia. Oraz pomysł, żeby ze mną wizje sąsiadów omawiać, pogłębił u mnie tylko kurwicę i ogólną niechęć do kontaktów z kimkolwiek, kto mi się z panią właścicielką kojarzy. Więc ten. Wypierdalać sprzed mojego przenikliwego wzroku.

Ponadto odbywający się piętro wyżej newerendingrmąt przybiera na sile, obecnie pansomsiat napierdala wiertarką wzorki łowickie w ścianach nośnych oraz płytach stropowych, dzięki czemu w całej klatce schodowej mają miejsce zjawiska nadprzyrodzone, takie jak samoistne migracje mebli po podłodze, osypywanie się tynku, zaś z rur rezonujących w łazience rozlegają się fragmenty audycji Wiadomej Toruńskiej Rozgłośni.

Ja na szczęście mam możliwość opuszczenia mieszkania na czas dłuższy (co też wczoraj uczyniłam), ale reszcie lokatorów szczerze współczuję.

06:58, nimfabo
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6