I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
środa, 25 stycznia 2012

No więc otóż byłam w Gdańsku. I podróż w obie strony okazała się traumatyczna straszliwie, aczkolwiek przejazd tam był nieco mniej traumatyczny niż przejazd z powrotem. Gdyż. Przejazd tam zaczął się poprawnie bardzo, bilet na pierwszą klasę znaczy został nabyty dwa dni wcześniej, a ja co prawda deczko zaspałam w dniu wyjazdu (gdyż do późnego wieczora prałam kreacje wyjazdowe), ale jak już wstałam z poślizgiem to odpaliłam w sobie moduł miszczyni organizacji i zajechałam na dworzec z fasonem kwadrans przed odjazdem szczały północy Intercity TLK Rybak, dzięki czemu zdążyłam jeszcze zanabyć kanapeczki sszynkom na drogę. Po czym dostojnie turkocąc kółkami podróżnego kuferka udałam się na peron. Na któren to peron podstawiano właśnie szczałę północy.

Szczała w swym składzie wielowagonowym posiadała jeden tylko wagon pierwszej klasy. Który różnił się od wagonów niepierwszej klasy tym, że zamiast ośmiu siedzeń w przedziale mieścił jeno sześć fotelików, niezbyt dokładnie przykręconych (zapewne w miejsce ośmiu węższych), co zapewniało bardzo ekscytującą oprawę dźwiękową podczas podróży. Dobra, chuj tam, za to wagon był niemal pusty i byłam sama w przedziale, co wywołało we mnie aplauz i zaakceptowanie, albowiem zdecydowanie w podróży jestem socjofobiczna bardzo. Złodziei się nie lękałam, gdyż do kibla zwykłam w pociągu i tak chadzać z torjebką zawierającą wszelkie kosztowności, natomiast kuferek podróżny pozostawiany w przedziale zawierał, oprócz odzieży, hektolitry żeli do mycia, toników, mleczek, kremików, perfumek, szamponów i odżywek, więc pan złodziej usiłujący podpierdolić go chyłkiem z górnej półeczki prawdopodobnie zginąłby tragiczną śmiercią przez przygniecenie bagażem aż do wybicia dziury w podłodze. Ale wracając do adremu, jak mawiają elokwentni i wszechstronnie wykształceni ludzie. Więc zadowolona byłam wielce że w przedziale siedzę sama samiutka i błogostan ten trwał od dworca głównego aż do Dąbia. W którym to Dąbiu dosiadły mi się do przedziału dwa jebane buraki. Jeden burak po pindziesiątce (o wieku mowa, nie o spożyciu) a drugi miał lat tak na oko czydzieści. Pan starszy wciągał gile głębokim wdechem w trzewia furkocząc przy tym oskrzelami oraz napierdalał bez przerwy i bez skrępowania przez komórkę, przy czym tak darł mordę i miał tak głośno ustawioną fonię w komóreczce, że chcąc nie chcąc uczestniczyłam w jego życiu zawodowym (gdyż WSZYSTKIE rozmowy miał służbowe i był ewidentnie kimś BARDZO WAŻNYM, tak na oko przedstawicielem handlowym albo inną tego typu szychą), zaś pan młodszy miał uroczą wprost manierę pogwizdywania przez zęby i zliczania sobie jakichś zawrotnych kwot (żadna z nich nie przekraczała 500złych) czytając na głos z kartki (i wodząc po tej kartce poślinionym palcem) liczby wklepywane do kalkulatorka w komóreczce. I generalnie kompletnie chuj ich obchodziło że w przedziale nie są sami, że siedzę tam ja i usiłuję czytać książkę oraz że może przeszkadza mi nieco że prowadzą w przedziale tak bujne i pełne sukcesów życie zawodowe. Oraz nawet usiłowali sprowokować mnie do zachowań interaktywnych nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, ze jedyne interaktywne zachowania na jakie mnie stać w stosunku do pociągowych uwodzicieli to wycedzenie przez zęby „wypierdalaj” bez podnoszenia wzroku znad książki. Dobra, myślę se, oszczędzę im i sobie wszelakich interakcji, zamiast tego wyciągnę ępetrójczkę i się elegancko od debili odetnę dźwiękowo. Ale zagrzebawszy w torebuni odkryłam z rozpaczą że nichuja, ępetrójeczka najwyraźniej została w domu na stole w miejscu „nawidokużebymniezapomniałazabrać”. Ożeżkurwajapierdole. No chuj, to spróbujemy kulturalnie zasugerować panom, że mogliby się zachowywać nieco mniej ekspansywnie. Niestety panowie zamiast jakiegokolwiek zrozumienia wykazali brak manier i agresję oraz zapragnęli wybadać kwestię mojej edukacji domowej, czyli jęli rzucać z dupy hasła „a mamusia nie uczyła cię, że…” przez co mocno interaktywnie zmuszona byłam im wyłożyć, że mamusia uczyła mnie iż to kobieta proponuje przejście na ty, że zdecydowanie przechodzenie na ty z byle obszczymurami poznanymi w pociągu jest w bardzo złym tonie więc se nie życzę żeby mnie tykali, że z telefonem w celu odbycia konwersacji wychodzi się na korytarz oraz gile się dyskretnie wydmuchuje w łazience w chusteczkę a nie wciąga i łyka, a tak wogle to zdecydowanie bardziej komfortowo będę się czuła dwa przedziały dalej z miłą nieinwazyjną panią czytającą gazetkę, do niewidzenia się z panami.

Na tle buraków chciałabym jeszcze niniejszym zainterpelować do naszych najdroższych ustawodawców, iżby byli tak dobrzy i uchwalili jakiś akt prawny zabraniający (pod groźbą kary śmierci) zwracania burakom kosztów przejazdu pierwszą klasą w ramach refundacji podróży służbowych. Najlepiej zabraniający w ogóle finansowania burakom przejazdów środkami masowej komunikacji. Buraki powinny kurwa jeździć wozem drabiniastym zaprzężonym w woły. Polnymi drogami. I tam niech se napierdalają przez komórkę i łykają gile.

Po opuszczeniu buraków i zadekowaniu się w przedziale z nieinwazyjną panią reszta podróży minęła mi miło i relaksująco.

Potem był Gdańsk. W Gdańsku jest ładnie i nawet trochę był śnieg. Nie było dansu ani party hard, gdyż koleżanka jedna, co jej nie będziemy palcem wytykać, dała dupy i popierdoliwszy fakty oraz lokalizacje umknęła podstępnie z Trójmiasta. Ale jest jej wybaczone gdyż była zziębła i zmokła oraz inkubowała paciorkowca, a poza tym przyjeżdża na party hard do Szczecina na weekend najbliższy, więc koleżanka w ramach pokuty będzie uczestniczyć w katechezie oraz w rekolekcjach, ponadto spożywać będzie duże ilości wina mszalnego pracując na odpuszczenie jej ciężkiego grzechu ament. Enyłej pouprawiałam wew Gdańsku życie towarzyskie w bardzo elitarnym gronie pierwszego wieczoru, a przez kolejne dni uprawiałam już jeno samotny lans spacerowy na Mieście.

A potem była akcja powrotu z Gdańska. Również szczałom północy Intercity TLK Rybak.

I tu mam kilka czułych słów na temat spółki IC.

Otóż, moi drodzy, wierzę bez zastrzeżeń, iż oni nie dla zysku zupełnie prowadzą ten interes tylko dla dobra Kochanego Bezcennego Pasażera. Że wygoda moja i stan mego portfela stanowią jedyną ich troskę, o czym dobitnie świadczy nazwa Twoje Linie Kolejowe (kiedyś to był skrót od TANIE Linie Kolejowe, ale zdaje się, że Intercity postanowiło jednak nie przeginać pały, bo tanio to tam już kurwa dawno nie jest). Że z tych złodziejskich cen biletów lwia część kasy idzie na inwestycje w tabor i wogle, a nie na skandalicznie wysokie pensje zarządu czy innych za przeproszeniem menażerów, co insynuują różni zawistnicy. Więc wyłożyłam 96złych na bilet pierwszej klasy bez drgnięcia powieki, ale tak sobie pomyślałam, że płacąc niemal stówkę za przejazd pierwszą klasą z Gdańska do Szczecina zagwarantowany mam absolutny komfort. No może wyjąwszy pewne niedogodności w postaci obskurnego wagonu, ale spoko, najwyraźniej po prostu nikt zarządowi IC nie zdążył powiedzieć że mamy XXI wiek i należymy do UE, więc skoro przedziałach nie śmierdziało rzygiem a kibel był prawie nieoszczany, to zakładam że za to właśnie dopłacam te 35zł różnicy między 2 a 1 klasą. W każdym razie rozumiem, że muszę zapłacić stówkę żeby mieć zagwarantowane miejsce siedzące, odpowiednią przestrzeń i w miarę czystą toaletę. Oraz dość oczywiste zdawało mi się, że na sześciogodzinnej ponad trasie cena ta obejmuje zimą również ogrzewanie w przedziale. No więc otóż nie. Gdyż ogrzewanie caluśkiego pociągu (bez żadnych podziałów klasowych) spierdoliło się w Gdyni, czyli jak dla mnie na początki trasy jakby. I jakoś nikt nie wpadł na pomysł, żeby przelecieć się po pociągu i przekazać pasażerom komunikat takiej mniej-więcej treści: „Drodzy podróżni, zjebało nam się w lokomotywie coś z elektryką, więc do samego Szczecina będziecie jechać w nieogrzewanych wagonach, co oznacza, że najdalej jakoś tak na wysokości Słupska temperatura w pociągu osiągnie wysokość 12 stopni. Ale za to później już powinna utrzymywać się na tym poziomie. Jedyną alternatywą, jaką jesteśmy w stanie zaoferować, jest trzygodzinny postój w Białogardzie w oczekiwaniu na inną lokomotywę, znaczy taką, co ma niespierdoloną elektrykę i sprawne obwody grzania wagonów. Niestety nie mamy innego pomysłu na usunięcie awarii, gdyż aż do samego Szczecina nie mamy żadnego elektryka, co prawda jest podobno jakiś elektryk w Koszalinie, ale, hihihi, jak już tam dojedziemy to okaże się, że elektryk może i jest ale jest pracownikiem InterRegio a nie ICC, więc nie naprawi grzania i chuj. W związku z czym, drodzy podróżni, macie właśnie ostatnią szansę wysiąść i poczekać na inny pociąg, który będzie co prawda jechał nieco później a być może nawet będzie wymagał przesiadania się, ale za to będzie miał sprawne ogrzewanie. Gdybyście jednak postanowili nie opuszczać naszej wesołej kompanii, hihihi, to mamy dla was specjalną atrakcję w tej postaci, że obsługa pociągu przez całą drogę będzie się przed wami ukrywać, żeby przypadkiem nie musieć odpowiadać na niewygodne pytania, a kiedy pociąg minie Stargard Szczeciński i kiedy już będziecie mieć po sześciu godzinach dupy przymarznięte do foteli, niczym dobra wróżka zjawi się konduktor poinformować was, że właśnie możecie się udać do Warsu na kubek gorącej herbatki na koszt firmy. Aha, oczywiście możecie se złożyć reklamację i żądać zwrotu kasy za bilety w związku z żenującym poziomem usługi przewozowej, ale, hihihi, chyba se kurwa nie myślicie, że oddamy wam choćby złotówkę. Prawdopodobnie w ogóle nie odpowiemy na reklamację a pismo z zażaleniem użyte zostanie jako rozpałka do kominka sekretarki asystenta któregoś z wiceprezesów. Życzymy przyjemnej podróży. Hihihi.”

Tak se myślę, że gdybym w Gdyni uzyskała informację, że mam jechać 6h pociągiem ze spierdolonym ogrzewaniem (a obsługa już w Gdyni wiedziała że ogrzewanie jest spierdolone, ale do tego przyznali się dopiero pod Stargardem) to raczej jednak bym wysiadła. Nie wspominam już w ogóle nawet o tym, że nie wiem po ki chuj ruszali się z tą awarią z Gdyni, bo przecież tam chyba łatwiej byłoby im jakiegoś elektryka zorganizować. Aczkolwiek dopuszczam również możliwość, że mają elektryków tylko na stacjach końcowych, czyli jednego w Białymstoku a drugiego w Szczecinie. To tym bardziej bym wysiadła jednak. Bo już chuj tam ze wszystkim innym, chuj z tym że mi ta złodziejska spółka ani grosza ze stówy wydanej na bilet nie zwróci, ale jakbym się tak wzięła i rozchorowała od tego siedzenia w niegrzanym wagonie to ciekawa jestem, czy by się łaskawy zarząd Intercity dorzucił do kosztów wizyty u doktóra oraz zanabycia leków, co one, te leki znaczy, ostatnio zdaje się są jaGby mniej refundowane niż kiedyś. No więc szczerze wątpię w to dorzucanie, dlatego też zapewne wybrałabym pociąg późniejszy ale za to nie generujący zagrożenia zdrowia.

Żeby nie było że mściwa jestem albo besserca, bo nieprawda straszliwa to, i rzecze przykazanie że nie czyń drugiemu co tobie niemiłe i miłuj bliźniego jak siebie samego, więc informuję, że podróż szczałom północy o nazwie Rybak odbyta w przedziale pierwszej klasy za zupełne niemal darmo (gdyż co to jest 96złych za możliwość podróżowania w komorze kriogenicznej) miła była że chuj, i z całego swojego przepełnionego wdzięcznością serduszka życzę drogiemu zarządowi Intercity żeby się miał okazję karnąć Rybakiem w takich luksusowych warunkach i rześkiej atmosferze. Najlepiej na całej trasie od Białegostoku do Szczecina, żeby w pełni mogli docenić urok podróży.

14:07, nimfabo
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5