I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
wtorek, 29 stycznia 2013

Po pierwsze, natchniona przez doktóra Jot, chciałabym się wypowiedzieć na temat kocich imion. Otóż moje trzy w książeczkach wpisane mają, że Gizmo, Fiodor oraz Maa, ale używane na co dzień zdrobnienia brzmią:

-Wonmistąd

-Ochujałeś

-Dziemistymryjem

-Tubyłaszynka-Dzieonajest

-Tammaszswojąmiskę

-Zostawto

-Chybaciepojebało

-Japierdole-Cotusiedziao

-Oddamciedoskupużywca

-oraz, lastbatnotlist, Synukurwatwojamać.

Zdrobnienia używane są zamiennie zależnie od sytuacji oraz uczestników zajścia, ale wszystkie nacechowane są dużym ładunkiem emocjonalnym oraz świadczą o silnej więzi.

Poza tym co. Poza tym posłanka Krysia Pe została nową gwiazdą parlamentu i mediów, ale tym akuratnie czuczłem o wyglądzie i manierach sklepowej z gieesu nie będziemy się zajmować, bo jaka Krysia jest, każdy miał okazję zobaczyć, a jak komu mało wrażeń, to wszechmocny internet dostarczy kolejnych aż nadto.

Nudzę się nadal. Śmiertelnie się kurwa nudzę, już zaczęłam oglądać filmy, które można streścić i zrecenzować za pomocą prostego a wyrazistego „japierdole” popartego jebnięciem czołem o blat. Przy czym skupiam się głównie na horrorach, srillerach i innej sensacji, żeby sobie zapewnić dawkę adrenaliny – mogłabym co prawda po prostu przejechać się komunikacją miejską, ale na takie wyzwania chyba nie jestem jeszcze gotowa. Więc siedzę i oglądam. I zdaję sobie sprawę, że na srillerach i sensacjach się kinematografia nie kończy, ale mam ten problem mentalny, że od filmów o miłości robi mi się w chuj niedobrze i mogłabym w nagłym ataku torsji wyjebać telewizor przez balkon. Co mi dość mocno zawęża możliwości. Pora chyba przejrzeć analogową i cyfrową biblioteczkę w celu znalezienia sobie czegoś rozwijającego, bo kurwa w przeciwnym razie za chwilę z braku lepszych zajęć zacznę oglądać M jak Karton czy inne Obleśne Góry. Już upadłam tak nisko, że zaczęłam oglądać Once Upon a Time, zwiedziona wysokimi ocenami na filmwebie oraz udziałem Cameron z Doktóra Hałsa. Okazało się to srogą pomyłką, bo o ile jeszcze pierwszy sezon z bólem ale dałam radę, o tyle w drugim już rzucili taką kupę rzygiem doprawianą, że osłabłam. Się wszyscy nawzajem obrzucają Strasznie Złymi Zaklęciami i zdejmują je za pomocą Pocałunków Prawdziwej Miłości. Belle (ta od Bestii) z Mulan do spółki ratują Śpiącą Królewnę. A potem Śnieżka z córką, Mulanem i Śpiącą Królewną chcą zajebać matkę Złej Królowej, która to matka się podszywa pod Lancelota, tego od króla Artura, któren to Lancelot jest, uwaga uwaga, MURZYNEM. No przesz kurwa, bicz, pliz. Tego się po prostu oglądać nie da bez trzymania pod ręką awaryjnego naczynia na pawia, oraz KONIECZNIE należy se przywiązać do czoła poduszkę, żeby nie zrobić sobie krzywdy od ciągłego napierdalania w blat/ścianę/podłogę, którego to odruchu podczas seansu w żaden sposób nie idzie zwalczyć. Zastanawiam się, czy scenarzysta tak na serio, czy też może brał kwas z kolegami i w tym radosnym stanie zapisywali na bieżąco swoje genialne propozycje rozwinięcia fabuły.

I powinnam lampki zdjąć już z balkonu, ale mi się nie chce, bo zimno i pada. Powinnam też pewnie więcej na spacery chodzić, ale wcześniej nie miałam stosownej czapeczki (a z gołą głową doktór zakazał), a jak kupiłam stosowną czapeczkę podkreślającą urodę, to zaraz się zrobiła odwilż, błoto po kolana i pojazdy ochlapywają syfem z kałuż. I warunków do spacerowania nie ma. Wszystko się złośliwie i podstępnie przeciwko mnie sprzysięgło, żebym siedziała w domu i nudziła się i uwsteczniała, ani do kina ani do teatru nie ma jak iść, bo niemampiniendzy, chlip chlip.

No naprawdę, biednemu to zawsze wiatr w oczy, chuj w dupę i chleb masłem do ziemi.

22:19, nimfabo
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5