I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
wtorek, 28 stycznia 2014

Pisać każdy może - papier wszystko przyjmie, nośnik elektroniczny takoż. Kiedyś przyjęte było, że pisarstwem zajmują się osoby biegle władające językiem, w którym piszą. Dziś to już nie jest obowiązkowe – grunt, żeby produkować taśmowo odpowiednią ilość stron, bez baczenia na jakość.

Od jakiegoś czasu obserwuję postępującą degenerację polskiej literatury – nie trzeba już pisać ani pięknie, ani nawet poprawnie. Ozdobniki nikogo nie interesują, a o poprawność zadba korekta – wystarczy po prostu PISAĆ. Zawsze znajdzie się ktoś, kto to kupi. I to mnie też fascynuje - że ostatnio mamy w Polsce wysyp autorek, taśmowo tworzących miałkie rzeczy kulawą polszczyzną, i z podniesioną głową mówiących o sobie "jestę pisarką". Zainteresowanych tylko tym, że mają zakontraktowanych pięć czy dziesięć książek na dany rok, a nie tym, na jakim poziomie jest produkt, który ostatecznie trafia w ręce czytelnika. Błędy logiczne, chronologiczne, bezrefleksyjność, miałkość, płycizna, wtórność – to cechy współczesnej polskiej "literatury kobiecej". A przecież można inaczej – Jane Austen czy Emily Bronte wszakże też pisały powieści dla kobiet. Z polskiego podwórka weźmy choćby Mniszkównę czy Rodziewiczównę – fabularnie nie była to literatura wysokich lotów, ale jakże to było pisane! Sekret tkwi w poziomie operowania językiem i w staranności prowadzenia fabuły. I na tym polega różnica między nimi - pisarkami, które stworzyły pewien kanon i są ikonami babskiej literatury romantycznej, a autorkami współczesnych powieścideł spod znaku popłuczyn po Bridget Jones, seksie w wielkim mieście i twarzach Grey'a.

Nie twierdzę, że literatura kobieca jest z gruntu zła. Uważam natomiast, że powinna trzymać mimo wszystko pewien poziom, którego nie trzyma już od dawna, czego dowodami zarzucone są półki w księgarniach. Zawsze mi się wydawało, że pisze się z miłości do literatury. A skoro z miłości, to dba się o odpowiedni poziom tego, co się pisze. Tymczasem, jak się okazuje, można naprodukować 600 stron chłamu, który przyprawiłby o spazmy większość polonistów (na pewno wszystkich tych, którzy mnie uczyli), wydać ten chłam i odkryć z zachwytem, iż się zmontowało – HOSANNA! – bestseller.

Drodzy Literaci (i ty, psie Sabo), nie idźcie tą drogą.

Albowiem, zaprawdę powiadam Wam, jest to droga ku Otchłani.

01:18, nimfabo
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6