I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
piątek, 13 stycznia 2017

podrzucony fejsikowo przez Martę skrynszot z Majeczkom Sableskom przypomniał mi o istnieniu kolejnej mojej ulubienicy, u której Majeczka obecnie robi karjere modelki - a mianowicie o Joasi Przetakiewicz, właścicielce marki La Mania.
otóż Joasia Przetakiewicz uważa, że życie kobiety bez faceta jest nicniewarte, ponadto Joasia nie darzy szczególnym szacunkiem feministek:

"Jestem kobietą, która kocha kobiecość. Feminizm czy gender mnie nie interesują. Na pewno nie chciałabym, żeby kobiety stały się zbyt androgeniczne. La Mania jest zaprzeczeniem androgeniczności. Kobiety na pewnym poziomie cywilizacyjnym wiedzą, że żeby udowodnić swoją siłę, nie muszą chodzić w garniturze, krótkich włosach i na płaskim obcasie. Ja ze swojej kobiecości nigdy nie zrezygnowałam i nie zamierzam."

aha. czyli feministki to androgeniczne babony, ostrzyżone na krótko i noszące męski garnitur w celu udowodnienia swojej siły. TAK. wszystkie feministki, które znam, takie właśnie są.  w kwestii tego "nie interesuje mnie feminizm" to spieszę poinformować Szanowne Państwo, że Joasia Przetakiewicz skończyła prawo na UW (i mimo, że na pierwszym roku wyszła za za mąż i urodziła dziecko, nie zrezygnowała z dalszej nauki), na trzecim roku studiów założyła z bratową prywatną klinikę stomatologiczną (oraz urodziła drugie dziecko), a po studiach zrobiła aplikację radcowską (urodziwszy trzecie dziecko w międzyczasie) i założyła markę La Mania, potem zaś rozwiodła się z mężem i przez lata była w nieformalnym związku z Kulczykiem Janem. najwyraźniej nikt Joasi nie powiedział, że bez tych krótko ostrzyżonych bab w garniturach to siedziałaby w bermudzkim trójkącie Kinder Küche Kirche, a nie, kurwa, kończyła studia, zakładała firmy i udzielała wywiadów gazetom. nie wspominając już, co się w nieskażonym feminizmem europejskim społeczeństwie myślało i mówiło o paniach, które żyły jawnie w nieformalnych związkach, i że mając w towarzystwie opinię damy wątpliwej konduity, to Joasia mogłaby co najwyżej własnym ciałem pohandlować, a nie ubrankami dla elyt.
zastanawiam się, jak to możliwe, że w XXI wieku wykształcona niezależna kobieta, która odniosła sukces zawodowy i prowadzi własną firmę, opowiada, że feminizm się sprowadza do fryzury i spodni oraz ogólnego bycia androgeniczną. oraz zastanawiam się, czy ona tak na serio i sama w te brednie wierzy, nie mając przy tym dysonansu poznawczego, że z jednej strony mówi o feministkach dość pogardliwie, a z drugiej całymi garściami czerpie ze zdobyczy feminizmu - czy też może to z jej strony cyniczny chwyt marketingowo-pijarowy, mający na celu przekonanie do joasinej marki takich właśnie "ja tam feministkom nie jestem bo jestem dumna z bycia kobietom i lubię kobieco wyglądać" laseczek. i prawdę mówiąc nie wiem, która z tych opcji jest bardziej przerażająca.

info dla mizoginicznych trolli oraz antyfeministek: TAK, TO WSZYSKO PRAWDA, MY FEMINISTKI JESTEŚMY ANDROGENICZNE, NOSIMY KRÓTKIE WŁOSY, MĘSKIE GARNITURY I NIE MOŻEMY ODŻAŁOWAĆ, ŻE URODZIŁYŚMY SIE BEZ SIUSIAKA. należy dodać, że do tego feministki to zazwyczaj lesbijki, którym nie wyszło z facetami (to pewnie przez tę zazdrość o siusiaka, wiadomo, że zazdrość zabija związek), więc zostały lesbijkami i przeszły na feminizm. oczywistym jest, że żadna prawdziwa feministka nigdy się nie hańbi "byciem kobiecą" (btw, sprowadzanie kobiecości do tkwienia w narzuconych kulturowo schematach dotyczących wyglądu bardzo dobrze świadczy o inteligencji sprowadzającego) ani udanym heteroseksualnym związkiem. NIGDY. a zdrajczynie, które zapuszczają włosy, zaczynają nosić kiecki albo czerpią przyjemność z zadawania się z mężczyznami, my - feministki znaczy - komisyjnie KAMIENUJEMY. podczas sabatów urządzanych na Łysej Górze, rzecz jasna. zaraz po tym, jak skończymy zbiorowo gwałcić jakiegoś biednego schwytanego po drodze na sabat mężczyznę (gdyż przy tym wszystkim jesteśmy chronicznie niedoruchane i z braku porządnego bolca przewraca nam się w dupach) i robić skrobanki złapanym w okolicznym siole ciężarnym niefeministkom. a potem, jak już skończymy gwałcić, skrobać i kamienować, to latamy gołe po gumnie, szczamy Społeczeństwu do mleka i sramy do studni. takie właśnie jesteśmy.

płęty nie będzie, bo sabat już jutro, na Łysą Górę daleko, a pogoda taka, że nie mam ochoty se dupy na mietle odmrażać, więc jadę nocnym pociągiem - żeby jutro przed zmierzchem zdążyć złapać chłopa do gwałcenia i niefeministki ciężarne do skrobania. a jak się szybko uwiniemy, to może też jakieś katolickie niemowlę uda się upolować - bo jak powszechnie wiadomo, ulubione danie feministek to robione z poćwiartowanego żywcem katolickiego niemowlęcia ekskluzywne koreczki z pomidorkiem koktajlowym i oliwką. 
więc teges.
tymczasem.

A.

17:37, nimfabo
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2