I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
poniedziałek, 22 listopada 2010

Kochany Pamiętniczku,

nadal wszystko mnie wkurwia przestraszliwie. Nie wiem, czy to permanentny PMS, depresja, czy może syndrom niedoruchania, nie wykluczam też, że jest to ordynarna tendencja do przypierdalania się, właściwa wszystkim kobietom. Albo może po prostu jestem nieprzeciętnej wrażliwości dziewczynką i wszystko to dlatego, że świat jest zły, ludzie okrutni, a moje złote, wrażliwe i pełne miłości bliźniego serduszko nie daje se z tym rady kompletnie. Dość, że wkurwia mnie wszystko i ciągle.

Wkurwia mnie, że pani sprzątaczka wkłada na obsączarce noże OSZCZEM DO GÓRY, o żeż ja pierdolę. Przesz każde dziecko wie, że się tak nie robi. Se można od takiego niedbalstwa obciąc niekcąco palec albo se żyłę przedziurawić i się na śmierć wykrwawić całkiem albo też kurwa nie wiem, może ten nóż niedomyty i tężca dostanę natępszykłat. Za grosz wyobraźni, że o odpowiedzialności nie wspomnę.

Wkurwia mnie, że jak przywożone są zamawiane przez nas do pracy obiady, to jeden współpracownik rozpierdala woreczek ze sztućcami plasticzanymi i one się tak potem walają luzem w tym opakowaniu styropianowym bardzowielokrotnego użytku. Ja co prawda i tak używam swoich prywatnych sztućców metalowych, ale nie zmienia to faktu, iż podejście kolegi do tematu uważam za kurewsko niehigieniczne i karygodne.

Wkurwia mnie, jak ktoś mi brudnymi łapami dotyka mojej klawiatury od mojego służbowego komputera. Oraz mojej służbowej myszki (proszę sobie darować dwuznaczne komęciczki, bo to też mnie wkurwia). A jeden taki dotyka nagminnie, w związku z czym bardzo już bliska jestem, żeby asertywnie (i prawdopodobnie nie do końca uprzejmie) zwrócić mu uwagę, żeby nie zbliżał swoich jebanych tłustych śmierdzących łap z czarnymi krogulczymi pazurzyskami do mojego sprzętu, bo go kurwa zapierdolę. Albo też jeszcze trochę poczekam, od tego poczekania przejdę w wyższy stan świadomości i któregoś razu znienacka asertywnie mu te łapy upierdolę siekierą przy samej dupie.

Wkurwia mnie, jak idę zajarać, a współpracownicy pci menskiej kokieteryjnie mnie zagadują "nie pal, taka ładna dziewczyna a pali". Owszem, pali, pije i przeklina. I CHUJ. Rozpatruję poważnie takę opcję, że do pracy zacznę przychodzić we worze po kartoflach, nieumyta, nieumalowana i z kołtunem na głowie. I jeszcze se każę zęby powyrywać, tylko ze cztery w losowo wybranych miejscach se zostawię, ale żeby żółte i dziurawe były. Wtedy już nie będę ładna i będę mogła jarać, ile mi się spodoba.

Wkurwia mnie, że mi się przypierdalają do stroika przecudnej urody, co mi go nasz ogrodnik zakładowy zrobił i podrzucił tajemniczą ręką do biura. Się przypierdalają mianowicie, że niby śmierdzi zdechłą myszą. Nożeżkurwajapierdole, po pierwsze primo, wcale nie śmierdzi. Po drugie primo, jak się nie podoba, to won za drzwi i nie włazić do mnie wogle, będzie to z korzyścią dla wszystkich. Po czecie primo, oni sami śmierdzą - jak się jeden z drugim wykąpie w podróbie farenhajta to ja już wolę stroik o aromacie mysiego truchła. Po czwarte primo, po prostu mi zazdraszczają, że ja dostałam a oni nie. Po piąte primo stroik jest mój i chuj.

Wkurwia mnie, że pada i zimno i zimno i pada, a gupie chuje różne zostawiają nagminnie rozpiżdżone drzwi i mróz mi leci do pokoju. I można gupich chujów prosić żeby drzwi zamykali za sobą, można kurwa kartki pisać i przylepiać, nic nie działa - aż się momentami zastanawiam, czy oni aby specjalnie tego nie robią, bo po fefnastym napomnieniu, że ale proszę zamykać, to już chyba powinni se informację przyswoić. No chyba, że pracuję w zakładzie pracy chronionej, kurwa jego mać.

Wkurwia mnie, że koleś z pokoju obok je jak świnia mlaszcząc, siorbiąc i ogólnie zapodając sobie porcje paszy do jamy chłonąco-trawiącej podczas wdechu, wydając przy tym z siebie dźwięk, który opisać można jako "HAAAUP". Do tego postękuje podczas przeżuwania, co wywołuje u mnie nieodparty imperatyw, żeby zadać mu niedyskretne pytanie, czy nie myślał o tym, żeby się po prostu wysrać przed jedzeniem.  Ogólnie skutek jest taki, że albo spierdalam z obiadem w jakieś odludne miejsce, albo też jem dopiero, kiedy on skończy. Tak czy inaczej na pewno lada moment dostanę wrzodów przez gnoja.

Wkurwia mnie, że siedzę tera w biurze bezproduktywnie, a mogłabym se zamiast tego w domu coś produktywnego robić. Na przykład leżeć i filmy oglądać albo książkę poczytać albo wyrzynać w pień jakieś cywilizacje (w sęsie że na kąputrze; chociaż w sumie po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że NIE na kąputrze jest dużo bardziej kuszącą opcją). A tak chuj, siedzę i się frustruję, a tam robota odłogiem leży.

I jeszcze mnie wkurwia, że w tym deszczu będę musiała po pracy do domu jechać tramwajem a potem zapierdalać pieszo na basen i z basenu do domu też pieszo. W deszczu, że tak powtórzę, żeby mieć pewność, że se wszyscy utrwalili. I niby mogłabym nie pójść, bo pada i zimno i zimno i pada, tyle, że jak się nie pójdę dziś na ten basen zmęczyć (i to zmęczyć tak, że będę się czołgać do szatni), to jutro rano w miejscu zakładu pracy zrobię radioaktywną plażę.

I to jest i tak wersja lajt, bo ogólnie mam ochotę jebnąć radioaktywną plażę na taką bardziej globalną skalę.

13:57, nimfabo
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6