I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
niedziela, 13 listopada 2011

Dziś miał być obszerny wpis o moim ulubionym współpracowniku, któren w ągaż miał wpisane, iż jest Specjalistą ds. Niebywale Ważnych i Najważniejszych, a de facto powinien mieć wpisane, że jest Specjalistą ds. Strzelania z Gumy Od Gaci – wtedy przynajmniej byłoby wiadomo, że nie ma mu co zadawać tematów mających najmniejsze choćby znaczenie dla projektu i nikt na pewno nie mógłby mu zarzucić niekompetencji czy niewywiązywania się z powierzonych zadań. Stanowisko Koordynatora Spraw Innych też byłoby zdecydowanie bardziej adekwatne – kiedykolwiek spróbowałam go rozliczyć ze zleconych mu zadań żadne na pewno nie było nawet kijem ruszone, bo zajmował się akurat Czymś Innym. Przy czym tego Czegoś Innego oczywiście też nichuja nie zrobił, gdyż wyskoczyło mu akurat inne Coś Innego. Gdyby ktoś jeszcze nie skumał i chciał zapytać czy to następne Coś Innego zostało zrobione to podpowiem, że w tym akurat przypadku możliwe odpowiedzi są trzy: a) eeeeeeeee, b) yyyyyyyyyyyy, c) pomidor.

Ale mi się temat nieco zdezaktualizował, ponieważ Specjalista Najwyższej Klasy został właśnie zdegradowany i wyjebany karnie na inny projekt. Ja osobiście uważam, że należałoby go definitywnie wyjebać z firmy, ale na pewne rzeczy niestety nie mam wpływu. Na marginesie – kiedy podzieliłam się z kolegami refleksją, że Specjalista powinien zostać oddany do dyspozycji rynku pracy, usłyszałam argument, że no kurwa jak mogę, bo przesz on ma bezrobotną a ciężarną konkubinę. Konkubinie poniekąd współczuwam, aczkolwiek poniekąd tylko, bo sama sobie zgotowała ten los wiążąc się z kimś takim i jeszcze dając sobie naruchać potomstwo – moim zdaniem ten akurat gatunek zdecydowanie nie powinien się rozmnażać, bo nic dobrego z tego dla ludzkości nie wyniknie. Dawno dawno temu można było takie egzemplarze wyprowadzać do lasu i uwiązywać do drzewa w ramach dokarmiania okolicznych drapieżników, ale teraz zdaje się takie praktyki wzbudziłyby radykalny sprzeciw organizacji typu PETA czy inne WWF. Też uważam, że drapieżnikom mogłoby to poważnie zaszkodzić, bo nigdy nie wiadomo, jak im zmutuje układ nerwowy po zjedzeniu idioty takiego kalibru.

Za to przez cztery miesiące Wiadomy Specjalista zapierdolił kilka bardzo poważnych tematów, które ja muszę szybciutko, znaczy się do wtorku, wyprostować. W związku z powyższym miałam taki chytrutki plan, że se w weekend pochodzę do huty, bo roboty jest wchuj a z okazji trzech dni wolnego będę miała w pracy ciszę i spokój. Niestety, okazało się że cały mój misterny plan w pizdu, gdyż wpadł do mnie w odwiedziny paciorkowiec. Odwiedziny objawiają się na tyle ciężko, że nie ma mowy o pojechaniu do biura – pójście do łazienki stanowi koszmarny wysiłek. Ale ponieważ terminy gonią a robota sama się nie zrobi, postanowiłam dziś jednak się wykąpać, umalować, przyoblec jakieś cieplejsze giezło i pojechać do fabryki. Tak więc się wykąpałam, wysuszyłam dokładnie włosy (na tyle dokładnie, że wyglądały jak po porażeniu prądem, ale nieważne), nałożyłam makijaż żeby nie straszyć społeczĘstwa, przyoblekłam golfik, szaliczek, czapeczkę, ciepłą kurtkę, dwie pary skarpet, ciepłe dresowe spodnie i buty, które zanabyłam swego czasu z okazji zimowego wyjazdu w ośnieżone Alpy, na koniec przyoblekłam okulary, rzuciłam kontrolnie okiem w lustro i… i zasłabłam z wrażenia oraz chwyciłam się ściany, coby nie upaść. Pominę fakt, że z okazji znacznie podniesionej ciepłoty ciała niezbyt skupiałam się na zakładanych na się częściach garderoby, co dało efekt mocno awangardowy, ale okazało się, że narzucony w pośpiechu (i przy znacznym braku ostrości obrazu z okazji załzawienia) makijaż mający maskować zmiany wywołane gorączką dał skutek taki, że bankowo wywołałabym w przechodniach silne podejrzenia, iż uczestniczę w spisku na życie Batmana.

I się poryczałam że brzydka taka jestem i ubrana fatalnie i pierdolę nie idę bo daleko i zimno i tramwaje rzadko chodzą bo niedziela. I leżę se tak od rana bezwładna i coraz bardziej chora. I musiałam prysznic wziąć z okazji zmywania makijażu, bo na samą myśl o babraniu się z wacikami i mleczkiem zrobiło mi się suabo, natomiast umycie twarzy metodą tradycyjną nad umywalką w ogóle nie wchodziło w rachubę, gdyż od schylania mi się przelewają różne rzeczy po mózgoczaszce co powoduje silny dyskomfort i utratę pionu. Z pracy dziś już nici, mam tylko nadzieję, że mi się polepszy do jutra, bo te trzy ważne tematy co je mam do załatwienia to się same na wtorek na pewno nie załatwią, a krasnoludki to psze Państfa dziś tylko szczą do mleka, a wyręczać już nikogo w niczym nie chcą. Chuje.

14:41, nimfabo
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2