I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
niedziela, 12 listopada 2017

tak się zbierałam do wpisu o kondycji polskiego celebryckiego feminizmu, i zbierałam się i zbierałam i nie mogłam się zebrać, i wtem! okazało się, że jacyś Mili Młodzi Patryjoci podczas okołomiesięczniocowo-niepodległościowych imprez jęli nazywać kobiety kurwami, a zmitygowani przez społeczeństwo oznajmili, że przesz same lewackie feministki uważają, że to piękna, literacka forma komplementu.

i niestety poniekąd rzekli prawdę.

bowiem źle, oj kurwa, źle się ostatnio dzieje w polskim celebryckim feminizmie. chociaż wtajemniczeni twierdzą, że tak naprawdę to nigdy nie było w nim za dobrze, po prostu dzięki #RudnickiGate wykipiało gówno, które dotychczas dyskretnie bulgotało pod pokrywką.
gdyby ktokolwiek z obecnych nie wiedział jeszcze, o co chodzi z RudnickiGejt, to proszbardz, nakreślam tło historyczne:

otóż:

pewien Wrażliwy Pisarz i Eseista (polski, nie kubański) Janusz Rudnicki (zwany od czasu opisywanego zdarzenia Januszem Literatury), nazwał dziennikarkę Annę Śmigulec (z którą się poznał chwilę wcześniej na okoliczność udzielanego jej wywiadu) oraz jej koleżankę (z którą się zasadniczo nie znał wcale) "kurwami". nazwał je kurwami głośno i wyraźnie, tak że cała knajpa słyszała.

kiedy sprawa stała się znana opinii publicznej, opinia publiczna dość zgodnie orzekła, że jest to sytuacja absolutnie nieakceptowalna, nosząca znamiona werbalnej przemocy seksualnej.

i tu wchodzi kwiat polskiego celebryckiego feminizmu, cały na pomarańczowo, i tłumaczy, iż taka forma komunikacji w wykonaniu pisarza i eseisty Rudnickiego jest absolutnie wporzo i nie ma absolutnie nic a nic wspólnego z przemocą werbalną o zabarwieniu seksualnym. nic a nic, kompletnie, ani odrobinkę. kwiat to wie, gdyż z pisarzem i eseistą Rudnickim zna się osobiście i był przez niego częstowany kurwim duserem wielokroć i się nie obrażał. nazwał publicznie kurwą to nazwał, na chuj drążyć temat?

tak, wiem, też się zdumiałam tak, że mi się groszki z paszczy wysypały a brwi mi wyjechały na potylicę, ale wtedy ponownie wszedł (cały jeszcze bardziej na pomarańczowo) kwiat celebryckiego feminizmu w postaci Szczuki, Michalik i Żakowskiej, i mi wyjaśnił, że dziennikarka Śmigulec, nazwana przez literata Rudnickiego kurwą, nie powinna z siebie robić ofiary, bo to żenujące, tylko powinna docenić finezyjny żart i literacką mikroprzypowieść. i wogle niektórzy mężczyźni po prostu tak mają, że nazywają świeżo poznane kobiety kurwami, taki to ich ąturaż artystowski, który ludzie z polotem rozumiejo. i że to nazywanie kobiet kurwami to tym mężczyznom przydaje uroku, i jak oni te kobiety przestaną nazywać kurwami, to taka na przykład Omilanowska Małgorzata, była minister - no nie zgadniecie - kultury, poczuje się, że tak ją zacytuję, "osobiście dotknięta".

i jeszcze też Krystyna Kofta uświadomiła mi, że ta dziennikarka, co ją literat Rudnicki publicznie nazwał kurwą, to sama jest sobie winna, bo jak chwilę wcześniej robiła z literatem Rudnickim wywiad, to chyba z przedwywiadowczego riserczu wiedziała, że Rudnicki bardzo przeklina w ramach kreacji artystowskiego ąturażu, prawda? to jak wiedziała, to czego taka zdziwiona, że nazwał ją kurwą? i wogle teraz przez oskarżenia dziennikarki, co się poczuła dotknięta tą "kurwą", biednego literata Rudnickiego wsadzą. i będzie siedział za wolność słowa. o.

gdybyście nie byli pewni, czy o tym wsadzaniu za wolność słowa to jeszcze Kofta czy już moje ironizowanie to spieszę donieść, iż TO NADAL WYWODY KOFTY.

najśmieszniejsze jest to, że zachowanie Rudnickiego już dawno poszłoby w zapomnienie przyćmione choćby rewelacjami związanymi ze znanym amerykańskim aktorem Kewinem, gdyby nie Kwiat Celebryckiego Feminizmu, broniący Rudnickiego jak niepodległości. bo ta obrona wkurwiła ludzi dużo bardziej, niż sam Rudnicki. bo Kwiat Polskiego Celebryckiego feminizmu zaprezentował właściwie wszystkie mechanizmy związane z przemocą seksualną, sprawiające, że ofiary całymi latami milczą bojąc się, że otoczenie im nie uwierzy, że zbagatelizuje całe zajście, że powie że to na pewno było całkiem inaczej. ofiary boją się zarzutów że coś przekręciły, że wyolbrzymiają, a w ogóle to są same sobie winne i chcą zniszczyć życie porządnemu człowiekowi. wszystkie te zarzuty padły z ust polskich "feministycznych" celebrytek pod adresem Anny Śmigulec.

a to jeszcze nie koniec tego festiwalu hipokryzji.

gdyż skoro już o niszczeniu życia porządnemu człowiekowi mowa, to jednym z najtłustszych hardkorów zeszłego tygodnia było dla mnie przeczytanie na fejsie wynurzeń feministki Moniki Płatek broniącej aktora Kewina S, który - z okazji swoich zachowań zaprzeszłych i całkiem niedawnych - został nagle sam w domu. otóż Monika Płatek oznajmiła na swoim profilu fejsikowym, że "reakcja na zdarzenia sprzed 30 lat i anonimowe napaści oraz lawina odcięć i wymierzanych sankcji" budzą w niej "niezgodę i sprzeciw". i że z Kewina zrobiono kozła ofiarnego. i że - tu już ostatecznie skisłam - ją przeprosiny Kewina satysfakcjonują i że jakby ona takie przeprosiny usłyszała od osoby, która ją molestowała 30 lat temu, to by je przyjęła i by jej ulżyło.

oj no kurwa, przeprosiny typu "kurde, nie pamiętam, pijany byłem, ale jak faktyczne tak było to sorry. a wogle jestem gejem, wiesz?" to mogą satysfakcjonować kiedy mowa o zaszczaniu koleżance balkonu na imprezie, a nie o seksualnym molestowaniu czternastolatka przez trzydziestoletniego faceta. nie mówiąc już, że profesor Płatek kompletnie zignorowała fakt, że incydenty związane z molestowaniem były zgłaszane przez co najmniej osiem osób pracujących przy produkcji House of Cards, a Netflix od dłuższego czasu wiedział o inklinacjach KS - nie za bardzo rozumiem pretensje że odcięli się od niego, kiedy gówno uderzyło w wentylator. raczej miałabym pretensje, że dopiero teraz. szczególnie że wiadomo też, że "niestosowne seksualne zachowania w stosunku do młodych mężczyzn" pracujących jako aktorzy i personel w londyńskim teatrze Old Vic przytrafiały się Spaceyowi notorycznie, kiedy był tam przez 11 lat dyrektorem artystycznym. KS to nie jest żaden biedny miś, porzucony w biedzie przez fałszywych przyjaciół. to seksualny predator korzystający ze swojej zawodowej pozycji, napiętnowany przez środowisko za swoje wieloletnie zachowania. owszem, kurewsko zdolny aktor, ale to zupełnie niczego nie zmienia i nijak ne zmniejsza kalibru jego winy.

pokłosie tego wszystkiego jest takie, że tak jak teraz husaria oenerowska nazywając kobiety kurwami tłumaczy się, że przecież zdaniem naszych feministek "kurwa" to wyszukany komplement, tak Płatek broniąc KS daje pole do bronienia obrzydliwych przemocowych zachowań argumentem że ojejku, no przecież przeprosił i nie ma co z niego robić kozła ofiarnego.

i jak se o tym pomyślę, to nie wiem, czy bardziej jestem wkurwiona, czy bardziej chce mi się rzygać.

20:27, nimfabo
Link Dodaj komentarz »