I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
czwartek, 30 kwietnia 2015

jak się okazuje, twarze Greja nie są tylko szitem z literackiego punktu widzenia - ba, nie są nawet, jak sądziłam, płytkim romansidłem z gloryfikowaniem niekoniecznie chcianej łóżkowej przemocy, nie mającej nic wspólnego z BDSM;Twarze Greja są tak naprawdę regularnym thrillerem, opisującym wyjątkowo toksyczną i niebezpieczną relację. i promowanie tej książki jako romansu, a Christiana Greya jako księcia z bajki, to jest jakaś absolutna miazga. równie dobrze można zacząć promować jako wymarzonego kochanka tego miłego kulturalnego pana, którego Kevin Spacey zagrał w filmie "Siedem". nie, konotacje z Hannibalem Lecterem nie mają zastosowania - Lecter ma za wysoko rozwiniętą stronę emocjonalną, empatię i kręgosłup moralny.
ale do rzeczy.
jedna z fejsowych Lajkających Lajkaczek (machamy Aleksandrze) podrzuciła mi LINK do wpisu brytyjskiej blogerki. we wpisie laska bardzo dokładnie opisuje zachowania Greya - żeby nie było niedomówień od razu uściślam, że opiera się na cytatach i szczegółowo opisuje fabułę. powtarzam - to nie są jej spekulacje, to są cytaty i streszczenia fragmentów książki. z których dowiadujemy się, że Christian Grey jest tak naprawdę stalkerem i pierdolonym psychopatą, lubiącym manipulować, sprawiać ból (fizyczny i psychiczny), nieliczącym się kompletnie z czyimikolwiek potrzebami (poza własnymi, rzecz jasna). problemem jest nie tylko przemoc w sypialni, ta przemoc w różnych formach rozciągnięta jest na wszelkie aspekty życia ofiary, to jest ups, chciałam powiedzieć Wybranki Greya. podczas lektury wpisu przez większość czasu miałam brwi na potylicy oraz rozdziawioną z niedowierzania paszczę - to jest po prostu niewiarygodne, że pani EL James opisuje klasyczny przypadek koszmarnie toksycznej relacji prześladowcy-stalkera-sadysty z ofiarą, a miliony lasek na świecie robią sobie z tego, no żeż kurwa jego mać, Biblię Miłości.
być może, mimo obrzydzenia, jakim napawa mnie kiepska pornografia, sama sięgnę po trylogię EL James w celach poznawczych - gdyby nie była pornusem dla pensjonarek, przeczytałabym od ręki jako thriller właśnie. a tak muszę się mocno wygiąć mentalnie, żeby mimo jakże wypasionej strony erotycznej dzieła, jednakowoż skupić się na jego psychologicznej głębi.
głównym powodem, dla którego być może sięgnę po książkę,jest fakt, że sama spotkałam w swoim życiu kilku takich Greyów - z czego dwóch naprawdę na bogato usiłowało mnie sobie podporządkować w każdym możliwym aspekcie, wykorzystując w tym celu między innymi manipulację, zastraszanie i przemoc fizyczną - więc niestety dokładnie wiem, jak taka "romantyczna" zdaniem EL James (nie wierzę, no kurwa nie wierzę, że ktoś to na serio uważa za romantyczne) relacja wygląda z punktu widzenia Wybranki. jak to prześlicznie ujęła autorka wpisu - been there, got the t-shirt. na szczęście ja dość szybko w obydwu przypadkach orientowałam się, z jakim skurwlem mam do czynienia, i wyszłam z obu chorych relacji zasadniczo bez większego fizycznego i psychicznego szwanku. aczkolwiek, wierzcie mi na słowo, to co panowie mi robili/usiłowali zrobić, w żadnym przypadku NIE BYŁO ROMANTYCZNE.
od mojej drugiej romantycznej grejowskiej przygody mam taki nawyk, że przy pierwszych objawach nadmiernej zaborczości u faceta zadzieram kiecę i spieprzam, ile sił w nogach.

wpis jest po angielsku, więc tak od ręki poczytają sobie tylko jednostki władające tym narzeczem, ale możecie być pewni, że w najbliższych dniach przetłumaczę całość na polski i wrzucę u siebie, bo naprawdę, naprawdę warto to przeczytać.

02:57, nimfabo
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7