I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
wtorek, 30 czerwca 2009

...czyli o równouprawnieniu, z którym w naszym pięknym kraju jest jak ze smokami  właśnie (to znaczy podobno są i niektórzy nawet w nie wierzą, tylko jakoś nikt ich nigdy nie widział), o prymitywnych dziadach, tkwiących mentalnie w epoce kamienia łupanego, oraz o złej królewnie, co to ma w dupie naprzewracane.

Otóż:

Dziś w pracy miała miejsce rozmowa między moim ulubionym Kolegą Inżynierem, któren jest chłopcem o zacnym intelekcie oraz nienagannych manierach, a jednym takim Majstrem, któren jest chamem pozbawionym uczuć wyższych oraz myśliwym (bo lubi sobie postrzelać do zwierząt). Majster już niejednokrotnie dawał wyraz swojej trosce o mnie radząc mi, abym bezzwłocznie wyszła za mąż oraz zmontowała sobie dziecko. Albo dwoje. Najlepiej od razu z piątkę, bo im więcej dzieci tym dla baby lepiej przecież i nie ma taka jedna z drugą czasu interesować się dziwkarstwem męża.

Ale – jak mawia Wołoszański – nie uprzedzajmy faktów.

Więc otóż Majster z Inżynierem rozmawiali, że znowu katastrofa lotnicza i że ostatnio obrodziło jakoś strasznie, no co tydzień to jakiś airbus rozbity. Mnie próbowali w tę rozmowę wciągnąć również, ale nie bardzo współpracowałam, bo: Po pierwsze primo nie znam się ani na samolotach, ani na katastrofach lotniczych tym bardziej, filmy z tej dziedziny nie kręcą mnie zaś kompletnie. Po drugie primo, ja i tak mam lęki straszliwe związane z tą tematyką. Trzecie primo zaś jest ściśle powiązane z drugim primem, mianowicie Funia z Funiowym chcą, żebym z nimi pojechała (a właściwie POLECIAŁA) w październiku na tydzień do Turcji albo Egiptu. Co ja niesłychanie chętnie, tylko ten fragment wczasów związany z lotem powoduje u mnie paraliż oraz bezdech.

Więc panów poprosiłam, żeby wstrzymali się z konwersacją do czasu, kiedy opuszczę pomieszczenie, ponieważ na październik planujemy z koleżanką wyjazd (WYLOT!!!) na wycieczkię do Egiptu czy tam gdzieś i ja już wystarczająco się boję nawet bez ich opowieści.

Na co pan Majster z chytrym i wszechwiedzącym (mój ulubiony klimat) uśmieszkiem:

„TO WEŹ MU POWIEDZ, ŻEBY CI ZROBIŁ AUTEM OBJAZDOWĄ WYCIECZKĘ PO EUROPIE”

Na co ja byłam łaskawa uśmiechnąć się tak słodko, jak tylko potrafię (co prawda spojrzenie miałam bazyliszka, ale Majster nie zwraca uwagi na takie drobiazgi) i spytałam głosem niby strumyk szemrzącym, czy doprawdy w głowie nie jest mu się w stanie pomieścić, że kobieta może pojechać na wczasy bez mężczyzny, mało tego, sama może za siebie zapłacić oraz że może na te wczasy jechać w celu zażywania kontaktu z zabytkami, morzem, słońcem i innymi martwymi naturami.

Kolega Inżynier wyczuł sprawę bezbłędnie, w związku z czym zamilkł i z enigmatycznym uśmiechem zaczął przeglądać jakieś Bardzo Ważne Papiery. Niestety pan Majster nie ma kompletnie instynktu samozachowawczego, więc uparcie kontynuował misję nawracania mnie na jedynie słuszną opcję.

Tak więc zarzucił jakże zabawnym i wyszukanym żarcikiem, że no faktycznie, nie ma co wozić drzewa do lasu i że skoro PODOBNO (tu znacząco puścił oczko do Inżyniera) jadę bez faceta, to może WRESZCIE TAM SOBIE KOGOŚ ZAPOZNAM.

Na co mi się troszeczkę uaktywniła opcja „ło kuuurwa”, niemniej z niegasnącą słodyczą spytałam, czy po pierwsze jego zdaniem wczasy służą kobiecie wyłącznie do dawania dupy, a po drugie czy doprawdy uważa, iż życie kobiety bez gacha jest funta kłaków niewarte.

No nie uwierzycie, ale odpowiedział, że a i owszem tak właśnie. I nie to, że złośliwie, żeby mi ciśnienie podnieść, tylko on po prostu naprawdę tak uważa. Że baba to powinna se przede wszystkim męża znaleźć, pracować powinna nie dłużej niż do urodzenia pierwszego dziecka a potem to już nie powinna z pieluch i garów wychodzić. A takie co to za mąż nie wychodzą to powinny dawać dupy komu popadnie, przede wszystkim rzecz jasna żonatym facetom (a już jemu w szczególności), którzy wiedzą czego kobiecie potrzeba (oooch, nie wątpię) a mają głupie zapuszczone żony (głupie bo się niczym, poza garami i dziećmi, nie interesują) i lubią se czasem na boku przelecieć niezależną kobitkę (żeby się poczuć bardziej męsko zapewne, że taka niby niezależna, ale im dupy dała, dziwka głupia hehehe).

Jestem z siebie bardzo dumna, bo ani nie roześmiałam mu się w twarz, ani nie kopnęłam w żadną część ciała, ani nawet nie powiedziałam mu, jakim jest żałosnym bucem. Powiedziałam, że chętnie posłuchałabym jego pasjonujących wywodów, ale niestety muszę iść zarabiać na samotne zagraniczne wycieczki, po czym oddaliłam się na dwór w celu pielęgnowania raka płuc.

Niech mi kto powie, skąd się takie typy biorą. Bo Majster nie jest odosobnionym przypadkiem, znam co najmniej dziesięciu panów o podobnych poglądach.

Plus obowiązkowe pytanie na każdej rozmowie kwalifikacyjnej: „A kiedy chce pani założyć rodzinę? Bo jest już pani w takim wieku, że dużo czasu nie zostało” – i pytanie to pada ZAWSZE bez względu na płeć przesłuchującego. I kurwa za każdym razem, kiedy mówię, że rodziny nie przewiduję, dostaję w odpowiedzi kpiący uśmieszek oraz komentarz z serii „każda tak mówi do pierwszej ciąży”.

Bo kobieta nie ma prawa lubić być sama.

Nie ma prawa nie chcieć dzieci.

Każda baba to z definicji desperatka szukająca męża, dostająca mentalnego orgazmu oraz ślinotoku nad każdym mijanym na ulicy wózeczkiem zawierającym dziecko.

No to ja zajebiście niekobieca jestem. Ostatnio nawet jeden z moich bardzo zamierzchłych ex, z którym do dziś się przyjaźnię, zarzucił mi po pijaku hasło „no dobra, to pokażesz mi w końcu fiuta, czy nie?” .

Jak mnie jeszcze raz poprosi to pokażę ;)))

20:20, nimfabo
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12