I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
niedziela, 23 czerwca 2013

Nienawidzę być chora. Chorować sobie lajcikowo, kiedy dolegliwości właściwie nie ma a człowiek się nimbem choroby swojej otacza, to owszem, to zupełnie co innego. Ale kiedy jestem chora tak NAPRAWDĘ, z prawdziwym zapaleniem ucha i zewnętrznego i środkowego w dodatku, z końskimi dawkami antybiotyku, z bólem że kurwajegomać i żaden przeciwbólowy tabletek nie pomaga, mimo że jem go garściami na śniadanie, obiad i kolację, z weekendowymi wycieczkami do dyżurnej przychodni, a potem z następnymi wycieczkami do szpitala, z gmeraniem w tym chorym uchu oraz wpychaniem do niego różnych rzeczy przez doktorów, to jednak już nie jest zabawnie.

Dobrze, że mam słoiczek cały apapu - apap jest pyszny i zdrowy i jest go w tym słoiczku dużo. Co prawda nie przestaje po nim boleć tak całkiem, ale przynajmniej już po trzeciej garści boli nieco mniej.

Ale najstraszniejsze jest to, że ja tak PRAWDZIWIE chora bardzo dużo śpię i wtedy mam koszmary przepotworne. Natęprzykłat jak dziś wróciłam z wycieczki na laryngologiczną pizdę przyjęć, to najadłam się apapu, zagryzłam chińską zupką i poszłam spać. I śniło mi się, że byłam na jakimś przyjęciu ekskluzywnym, na które znienacka wpadł Jan Maria Rokita krzycząc histerycznie, że NIEMCY GO BIJĄ, czym wywołał popłoch straszny w gawiedzi, i ta gawiedź, kiedy w panice usiłowała oddalić się od histeryzującego Jana Marii, ruszyła tłumnie w stronę wyjścia przewracając stoliki, krzesła oraz mję. I tak leżałam przewrócona, Jan Maria żałośnie zawodził o tych Niemcach, a mnie tratował tłum dam w sukniach wyszywanych Svarovskim oraz dżentelmenów w smokingach. I nie mogłam się podnieść i musiałam tego jego skomlenia słuchać, oraz migał mi przed nosem ekskluzywny cudzy obuw. Aż się ockłam i się okazało, że zasnęłam na kanapie w saloonie i tratuje mnie kot czarny a Jan Maria ze swoim skowytem okazał się jeno marą senną.

Ale kurwa, proszę Państwa, ja się po prostu BOJĘ TERAZ ZASNĄĆ.

14:53, nimfabo
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5