I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
piątek, 26 czerwca 2015

Opowiem Wam dziś historię, od której mi absolutnie wszystko opadło.

Pani X zaobserwowała u siebie na osiedlu błąkającego się rudego kota. Początkowo kot nie dawał do siebie podejść nawet na tyle, żeby zrobić mu zdjęcie, dopiero po dwóch miesiącach dokarmiania nabrał wystarczająco zaufania, żeby można się było do niego zbliżyć, obejrzeć czy nie ma widocznych gołym okiem objawów chorobowych, obfotografować, sprawdzić stopień zsocjalizowania. Po dokonaniu pobieżnych oględzin pani X doszła do wniosku, że jest to domowy kot, który albo komuś uciekł, albo został wyrzucony, więc zrobiła kotu zdjęcia i zaczęła szukać albo właściciela, albo nowego domu dla kota - wstawiła ogłoszenia na olx, strony z zaginionymi i znalezionymi kotami, szukała pomocy również za pośrednictwem grup kociarskich na fejsie i mojego kociomordowego fanpejczyka. W międzyczasie doradzono jej, żeby po pomoc zgłosiła się także do fundacji “Viva - Akcja Na Rzecz Zwierząt, oddział Szczecin”, która funkcjonuje pod nazwą roboczą “Koci Szczecin” - i tu nastąpiła następująca wymiana korespondencji ze szczecińską Vivą:

 

Pani X:
pomocy. od jakichś dwóch miesięcy w Szczecinie w okolicach ulic Malczewskiego i Bazarowej błąka się taki rudzielec z pięknymi bursztynowymi oczami. jest to wykastrowany dość młody kocurek (wygląda na góra ze dwa lata). nieufny, ale kiedy już podejdzie to widać, że jest przyzwyczajony do ręki - łasi się bardzo i domaga pieszczot. nie wiem, czy komuś zginął, czy ktoś go po prostu wyrzucił, dokarmiam go i chciałabym albo odnaleźć jego właściciela albo znaleźć mu dobry dom - szczególnie, że przecież lato nie będzie trwało wiecznie a domowy kot ma niewielkie szanse na przetrwanie zimy na dworze. przejrzałam szczecińskie ogłoszenia o zaginionych kotach, ale bezskutecznie. ja sama wziąć go nie mogę nawet tymczasowo, bo w dwupokojowym mieszkaniu mam cztery dorosłe kocury i wiem, że nie zaakceptują w domu nowego dorosłego kota. nie wiem, jak kotu pomóc, więc zwracam się do Was, bo naprawdę szkoda, żeby taki piękny kot zdziczał na dworze abo wpadł pod samochód - trzeba go odłowić i ulokować w bezpiecznym miejscu. z góry dziękuję za pomoc.


Fundacja Viva - Akcja na Rzecz Zwierząt , oddział Szczecin:
Dziękujemy za wiadomość, niestety nie mamy miejsca na kolejnego kota, już w tej chwili z trudem lokujemy kocięta. Dla dorosłego kota, który być może musi wychodzić na dwór i nie wiadomo czy dogaduje się z innymi kotami, znalezienie miejsca jest jeszcze trudniejsze. Proszę popytać wśród znajomych, kto miałby miejsce, jesteśmy w stanie pokryć jego ewentualne leczenie, pożyczyć kuwetę i pomóc w utrzymaniu kota, ale potrzebujemy dla niego miejsca. Możemy udostępnić jego ogłoszenie na stronie, jaki numer telefonu mamy podać w ogłoszeniu? czy widuje Pani tego kota codziennie? ma jakąś budkę? Może to czyjś kot, jest wypuszczany z mieszkania na dwór?


Pani X:
kot pojawił się jakieś dwa miesiące temu, już jako dorosły kocur. o ile zdążyłam rozpytać sąsiadów na osiedlu jest raczej bezdomny. widuję go co najmniej raz w tygodniu, nie wiem gdzie bytuje. jest zdrowy, ale wygląda na przegłodzonego - jest obecnie wyraźnie chudszy niż kiedy się pojawił na osiedlu. jest też bardzo wystraszony, zdezorientowany płochliwy, dopiero wczoraj po dwóch miesiącach dokarmiania dał mi do siebie podejść, natomiast kiedy już zaczęłam go głaskać, to nie dawał i odejść, domagając się pieszczot.. wydaje mi się że albo komuś uciekł, albo ktos go wyrzucił. jeżeli możecie udostępnić ogłoszenie to będę wdzięczna - można podać mój numer telefonu.


Fundacja Viva - Akcja na Rzecz Zwierząt , oddział Szczecin:
Oczywiście, proszę zamieścić jego ogłoszenie na olx.pl i grupach na fb Szczecin, Szczecinianki itd


Pani X:
na olx już wrzuciłam, w tkim razie zamieszczę też w grupach na fb.


Fundacja Viva - Akcja na Rzecz Zwierząt , oddział Szczecin:
Trzymamy kciuki żeby szybko znalazł dom. Jeżeli u nas się zwolni jakieś miejsce, damy znać, bo szkoda żeby domowy kociak błąkał się po ulicy


Pani X: 
dzięki wielkie.


I na tym nim stanęło 21 czerwca. Mimo, że o dom tymczasowy dla dorosłego kota jest bardzo ciężko, bo wszyscy zdecydowanie wolą małe słodkie kociaki - dom tymczasowy znalazł się w ciągu trzech dni, aczkolwiek osoba oferująca ten dom wymagała, ze względu na posiadany już w domu koci inwentarz, żeby zwierzak przyjechał do niej odpchlony i odrobaczony. Jako, że odłowienie kota i wsadzenie go do transportera było jeszcze w zakresie możliwości manualnych i logistycznych pani X, ale zaaplikowanie środków przeciwpasożytniczych absolutnie poza te możliwości wykraczało (większość kociarzy wie, jaki problem jest z zaaplikowaniem takich środków nawet własnemu kotu, a co dopiero mówić o obcym, zestresowanym i przerażonym, świeżo odłowionym zwierzaku), a nie miała też absolutnie pieniędzy na zrobienie tego u weterynarza - znów zwróciła się do fundacji Viva Szczecin, gdyż założyła, że fundacja powołana w celu pomagania zwierzętom, a szczególnie kotom, pomoże jej organizacyjnie i finansowo w rozwiązaniu problemu - tym bardziej, że przecież to FUNDACJA, która działa od lat, więc mają i dużo większe doświadczenie, i możliwości finansowe. I tu nastąpiła ze strony szczecińskiej Vivy nagła a niespodziewana wolta:

 

Pani X:
zgłosiła się do mnie pani chętna przechować rudego jako DT, ale postawiła warunek, że kot musi zostać najpierw odpchlony i odrobaczony. ja absolutnie nie mam możliwości logistycznych ani finansowych żeby to zrobić - i tu chciałam prosić o pomoc. otóż ja mogę go złapać i umieścić we własnym transporterze, ale miałabym prośbę, żeby ktoś z vivy wtedy do mnie podjechał i pomógł mi w załatwieniu odpchlenia i odrobaczenia. kota wraz z transporterem będę musiała zamknąć w łazience, żeby moje koty nie miały do niego dostępu (dla jego bezpieczeństwa), więc myślę że byłoby dobrze, żeby od momentu złapania kota do przyjazdu kogoś od was minęło nie więcej niż godzina, żeby zwierzę się nie męczyło. mogę liczyć na waszą pomoc?


Fundacja Viva - Akcja na Rzecz Zwierząt , oddział Szczecin:
Przykro mi, ale nie jesteśmy w stanie tego zapewnić. Normalnie pracujemy i nie damy rady dzialać jako pogotowie. W sytuacji gdy nie mamy transportu, korzystamy z taksówek, pomocy znajomych lub komunikacji miejskiej.


Pani X:
w takim razie może - żeby uniknąć kolejnych nieporozumień - uściślijmy, co panie miały na myśli pisząc mi, że możecie pokryć jego ewentualne leczenie i pomóc w utrzymaniu? czy to obejmuje choćby odpchlenie i odrobaczenie kota przez weterynarza? i choćby startową torbę karmy do dt? czy tez obejmuje to tylko standardową formułkę na odczepnego, serwowaną wszystkim, którzy zgłaszają się do waszej fundacji po pomoc dla bezdomnego zwierzaka?


Fundacja Viva - Akcja na Rzecz Zwierząt , oddział Szczecin:
Droga Pani to nie jest formuła ma odczep a pokrycie kosztów leczenia to raczej nie to samo co wożenie kota do weterynarza. My prosto po pracy jeździmy do weterynarzy z naszymi podopiecznymi tak samo jak każdy kto opiekuje sie danym kotem. Niestety widocznie nie jestesmy w stanie spełnić Pani oczekiwań.


Pani X:
oczekiwałam od Państwa pomocy w zapewnieniu kotu odrobaczenia i odpchlenia w gabinecie weterynaryjnym - czyli pomocy w transporcie i pokrycia kosztów usługi weterynaryjnej w gabinecie, z którym współpracujecie jako fundacja. szczególnie, że śmiem domniemywać, że transport finansujecie nie ze środków prywatnych, tylko z fundacyjnych, a ja będę musiała ponieść koszty jako osoba prywatna. nie zaoferowaliście ani pomocy w odłowieniu kota, ani w znalezieniu mu dt (ogłoszenia na olx.pl i na fb umieściłam sama wcześniej). oczekiwałam od Państwa - jako fundacji niosącej pomoc bezdomnym zwierzętom - choćby wskazania gabinetu, do którego mogę się zgłosić, żeby w ramach uzyskania od Państwa pomocy zapewnić kotu podstawową opiekę. przy braku informacji o adresie gabinetu oczekiwałam choćby informacji, że mogę podstawową opiekę zapewnić kotu w najbliższym gabinecie, a Państwo poniesiecie koszt odrobaczenia i odpchlenia - do weterynarza mam 200m na Odzieżową, więc dostarczyć kota jestem w stanie sama pieszo. skoro nie podaliście Państwo żadnej informacji gdzie się mogę z kotem zgłosić albo ewentualnie jak wyglądałaby jakakolwiek pomoc w opiece weterynaryjnej, nie oferujecie pomocy ani w odłowieniu kota, ani w jego transporcie do weterynarza, ani w finansowaniu odpchlenia i odrobaczenia przed oddaniem do znalezionego przeze mnie domu tymczasowego, to chciałabym zapytać, jaka dokładnie pomoc mieści się w użytym przez Państwa sformułowaniu "pokryć jego ewentualne leczenie (...) i pomóc w utrzymaniu kota".


Fundacja Viva - Akcja na Rzecz Zwierząt , oddział Szczecin:
Akurat jest Pańi w błędzie ponieważ transport do weterynarza i w każde inne miejsce pokrywamy tylko i wyłącznie ze swoich ciężko zarobionych pieniędzy, tak samo każdy, kto nam pomaga, każdy kto tymczasowo opiekuje sie kotami. Gdyby Pańi zapytała to pewnie byśmy udzielili Pani odpowiedzi. Ja pracuje do godziny 19.00 w tej chwili w pracy jestem z cieżko chorym kotem z którym przed chwila byłam na kroplówce, zbijamy temperaturę i nie można malucha spuścić nawet na chwile z oka, prosto po pracy rownież jadę do weterynarza prosze mi w takim razie zasugerować kiedy w Pani opinii powinnam przyjechać żeby odpchlić Pani kota? Robię wszystko co w mojej mocy, tak samo jak inni, którzy poświęcają swój czas i pieniądze by ratować koty. Pani natomiast oczekuje od nas że rzucimy wszystko i spełnimy Pani oczekiwania w ciagu godziny od złapania kota. Myślę że zbyt łatwo i szybko wydała Pani osąd - przykro mi. Życzę Pani dalszych sukcesów w pomaganiu zwierzętom.


Pani X:
ujmę sprawę tak: poza chwytającymi za serce manipulacjami, które mają we mnie wzbudzić poczucie winy i z których NIC nie wynika, nadal nie uzyskałam informacji, z jakim gabinetem współpracujecie i gdzie mogę uzyskać pomoc dla BEZDOMNEGO (a nie mojego prywatnego) kota. nadal nie uzyskałam dokładnych informacji na temat tego, jakiej pomocy w ogóle jesteście skłonni udzielić. ani przez moment nie sugerowałam, że akcja z odławianiem kota ma mieć miejsce dziś, podałam tylko ramy czasowe dotyczące okresu od momentu odłowienia kota do przetransportowania go do weterynarza - a Państwo ze swej strony poinformowaliście mnie, że mam sobie radzić sama. prawda jest taka, że poza bezpodstawnymi zarzutami pod moim adresem oraz emocjonalnymi i pełnymi pretensji wymijającymi odpowiedziami nie udzieliliście mi ŻADNEJ pomocy czy informacji, ani żadnej merytorycznie spójnej odpowiedzi co do form pomocy, której możecie udzielić. z czego wnoszę, że wbrew celom statutowym nie jesteście zainteresowani pomaganiem zwierzętom, a jedyne, co macie do zaproponowania osobom zgłaszającym się do waszej fundacji po pomoc dla bezdomnych zwierząt, to dobre rady, żeby kota ogłosić na olx.pl oraz na facebooku. życzę rozlicznych sukcesów w dalszym uprawianiu radosnej propagandy sukcesu i epatowaniu kociętami na fb, bo jak widzę los dorosłych kotów jest wam najdoskonalej obojętny. 
dla pewności i domknięcia sprawy: jak rozumiem, nawet jeżeli sama odłowię kota i zorganizuję transport, to Państwo jako fundacja nie zamierzacie zapewnić bezpłatnej podstawowej opieki weterynaryjnej w gabinecie, z którym stale współpracujecie, i mimo waszych wcześniejszych deklaracji ta naprawdę jestem zdana wyłącznie na siebie?


Fundacja Viva - Akcja na Rzecz Zwierząt , oddział Szczecin:
Szanowna Pani, czy naprawdę nie widzi Pani absurdu w tym co Pani pisze? Ma Pani 200m do lecznicy i nie może podejść i kupić środka na odpchlenie, który kosztuje 20zł i podać kotu? Żąda Pani w bardzo brzydkim stylu abyśmy porzucili swoje obowiązki i na Pani wezwanie stawili się pod Pani adresem, zabrali kota i przewieźli go do lecznicy, która jest oddalona o 200m. Czy pytała Pani osobę, która zaoferowała dt o ty czy pokryje koszt odpchlenia? Przypuszczam , że skoro o to poprosiła, to z takim kosztem się liczy. Kolejna sprawa, co Pani zrobiła dla tego kota? Patrzyła Pani od dwóch miesięcy na to, jak przypuszczalnie domowy kot siedzi zrozpaczony i nie potrafi się odnaleźć w miejscu którego nie zna. To wynika z tego co Pani napisała. Karmienie kota 1x w tygodniu jak sama Pani napisała i patrzenie na niego raczej mu nie pomogło. Jeżeli dobro Pani tego kota leżało Pani na sercu, mogła go Pani zawieźć do schroniska: tam zostałby wykastrowany, odrobaczony odpchlony i zaszczepiony i bezpieczny czekałby na adopcję. Wybrała Pani coś innego i nie mnie oceniać jaki to był wybór. I teraz "domykając sprawę" z naszej strony: gdybyśmy wydawali datki, które otrzymujemy od darczyńców na to, czego Pani żąda, posądzeni byśmy zostali o marnotrawienie pieniędzy a bardzo szanujemy naszych darczyńców i na to sobie nie pozwolimy. Jesteśmy bardzo odporni na tak jawne próby manipulacji jak ta, której Pani próbuje i naprawdę poświęciliśmy już zbyt wiele czasu, na to, żeby Pani zrozumiała, że fundacja to nie sponsoring.
Na zakończenie napiszę jedynie, że warto sobie lepiej dobierać doradców.


Pani X:
kot był tak spłoszony, że w ogóle nie dawał do siebie podejść - zjadał to, co mu przyniosłam, dopiero kiedy się oddaliłam. dokarmiałam go za każdym razem, kiedy go widziałam - wystawianie jedzenia kiedy go nie było nie miało sensu, bo karmę wyjadały inne zwierzęta lub gołębie. kiedy tylko dał do siebie podejść i się pogłaskać, od razu zrobiłam mu zdjęcia i zaczęłam szukać dla niego pomocy - przy czterech własnych dorosłych kotach nie bardzo widzę, co innego miałabym zrobić: odłowić go i trzymać nie wiadomo ile zamkniętego w transporterze, zanim znajdzie się dom tymczasowy? i nie, nie mam pieniędzy na odpchlenie i odrobaczenie, ponieważ obecnie jestem bezrobotna i mam niebywale napięty budżet, a odpchlenie i odrobaczenie w gabinecie kosztuje około 40zł. ponadto sama kotu nie jestem w stanie tych leków podać, bo jest zbyt przestraszony i bez pomocy weterynarza po prostu nie będę w stanie tego zrobić. domowego ewidentnie kota nie będę odwoziła do schroniska, żeby siedział w klatce nie wiadomo jak długi czas, zanim znajdzie dom - poza tym z jednej strony same podsycacie akcję na temat skandalu, który w schronisku ma miejsce, a z drugiej każecie mi tam kota zawozić - wyczuwam tu pewną dwoistość światopoglądową. kilkakrotnie podkreśliłam, że jestem skłonna dostosować się do terminu, jaki podacie, albo nawet sama dostarczyć kota do wskazanej lecznicy - nadal nie zaoferowałyście pomocy choćby w postaci wskazania tej lecznicy. i nie oczekiwałam zawiezienia kota do lecznicy oddalonej o 200m, tylko DO TEJ, Z KTÓRĄ WSPÓŁPRACUJECIE - co już kilkukrotnie podkreśliłam we wcześniejszej korespondencji, a co pani konsekwentnie i rozmyślnie ignoruje. co do frazy "gdybyśmy wydawali datki, które otrzymujemy od darczyńców na to, czego Pani żąda, posądzeni byśmy zostali o marnotrawienie pieniędzy" - czyli odrobaczenie i odpchlenie porzuconego kota przed oddaniem go do domu tymczasowego jest marnotrawieniem pieniędzy? "fundacja to nie sponsoring" - sponsoring czego? czyli WAM JAKO FUNDACJI szkoda pieniędzy na te zabiegi, ale oczekujecie że ja, jako osoba prywatna, bezrobotna i w ciężkiej sytuacji finansowej, poniosę te koszty. bardzo chwalebnie. i nie, osoba, która zaoferowała dom tymczasowy, nie zaoferowała poniesienia tych kosztów - kot już trafiając do domu tymczasowego ma być po podstawowych zabiegach przeciwpasożytniczych. nie bardzo mam tu pole manewru, bo o dom tymczasowy dla dorosłego kota jest bardzo ciężko, co panie same chyba doskonale wiedzą.
ogólnie najpierw zaoferowałyście pomoc, ale kiedy ta pomoc była naprawdę potrzebna, jedyne, co zrobiłyście, to pisanie aroganckich wiadomości, stosowanie uników, stawianie mi z palca wyssanych zarzutów, wyjmowanie moich wypowiedzi z kontekstu i całkowite pomijanie wszelkich informacji, które są dla was niewygodne - czyli generalnie robienie ze mnie roszczeniowej idiotki, która najpierw miesiącami patrzyła na nieszczęście kota, a potem domagała się wożenia taksówką na wasz koszt do oddalonej o 200m lecznicy. mimo pierwotnej deklaracji pomocy, od początku nie byłyście skłonne udzielać jakiejkolwiek - będąc fundacją, która ma pomagać zwierzętom, oczekiwałyście ode mnie, że sama poniosę wszelkie koszty. sama wszystko zorganizuję, i zamelduję, że misja wykonana. gdybym wiedziała, że szczeciński oddział fundacji VIVA udziela TAKIEJ pomocy, nigdy bym o nią nie poprosiła - ale teraz już wiem i zadbam, żeby dowiedzieli się też inni.


No to się właśnie niniejszym dowiadujecie. Przyznam, że zachowaniem pań ze szczecińskiej Vivy jestem zszokowana i wysoce zniesmaczona - skoro osobie szukającej u nich pomocy dla bezdomnego kota piszą, że “fundacja to nie sponsoring,” a sfinansowanie odpchlenia i odrobaczenia bezdomnemu kotu oddawanemu do samodzielnie przez tę prywatną osobę znalezionego domu tymczasowego jest według nich “marnotrawieniem pieniędzy”, to ja doprawdy absolutnie nie potrafię tego skomentować żadnym cenzuralnym słowem. Nie chcę też komentować manipulowania faktami i bardzo interesującej interpretacji otrzymywanych przez nie wiadomości - aczkolwiek zastanawiam się, czy są aż tak bezczelne, czy po prostu mają potworne problemy ze zrozumieniem słowa pisanego. Tak czy inaczej, działalność statutowa pań z fundacji zamknęła się w dobrych radach, żeby ogłosić kota na olx i fejsie i znaleźć mu dom, a potem w aroganckim poinformowaniu PRYWATNEJ - że tak po raz kolejny przypomnę - osoby, zgłaszającej się do nich po pomoc, że ma sama sfinansować bezdomnemu kotu podstawową opiekę weterynaryjną, bo one na to marnotrawić pieniędzy fundacyjnych nie będą. Dodam tylko, że szczecińska Viva jest lokalną delegaturą Vivy warszawskiej - nie mają ani odrębnej osobowości prawnej, ani siedziby, ani strony internetowej, ani nie składają odrębnych sprawozdań czy rozliczeń (bo przecież są tylko filią Warszawy) - za to zupełnie samodzielnie pobierają gotówkę i fanty od lokalnych darczyńców; z tym, że z powodu takiej a nie innej formuły organizacyjnej, tak naprawdę nie sposób ustalić, ile tego wpływa do szczecińskiego oddziału fundacji, ani co się z tymi pieniędzmi i darami potem dzieje - w każdym razie nigdzie w internetach do takich dokumentów nie dotarłam (poza sprawozdaniem z jednej zbiórki przeprowadzonej z listopadzie 2014). 
Finał jest szczęśliwy, bo prywatnymi kanałami udało się nam znaleźć dla rudego kochający dom stały, do którego dziś pojechał, ale wszystkim uczestnikom akcji ratunkowej pozostał bardzy niesmak oraz głębokie przekonanie, że zwracanie się do Vivy szczecińskiej o pomoc jest totalnie bez sensu - panie z fundacji tej pomocy i tak nie udzielą, za to chętnie pokażą proszącemu, gdzie jest jego miejsce i jak bardzo mu się w dupie naprzewracało, że w ogóle czegokolwiek od fundacji oczekiwał. Oraz uświadomią mu, że “fundacja to nie sponsoring” i że to jego zasranym obowiązkiem jest pomagać i tę pomoc finansować ze swoich prywatnych pieniędzy.


A czekaj, wróć - zapomniałam dodać, że BĘDĄ TRZYMAĆ KCIUKI.


Vivo szczecińska, naprawdę - chapeau bas.

20:48, nimfabo
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7