I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
piątek, 19 sierpnia 2011

Mieszkanie kupione, remont w trakcie. Generalnie remont powoduje u mnie zajebiste osłabienie pod każdym względem, zwłaszcza, że do końca sierpnia muszę się wyprowadzić z obecnie zajmowanego lokalu, a tu kurwa rozpierducha w pełnym rozkwicie, salonu brak, kuchni brak, łazienki brak, jeno sypialnia zrobiona i przedpokój już prawie. Jako rasowa księżniczka bez kuchni mogę jeszcze jakoś wytrzymać, ale bez łazienki i z rozjebanym salonem to jednak raczej nichuj. Do tego obecnie mieszkają ze mną trzy koty, więc jak se wyobraziłam, że mam je wpuścić w ten rozkurw na ścianach, obłożone folią podłogi, walające się wszędzie worki z cementem, worki po cemencie, worki z fugą, wiadra z rozrobionym cementem, zyliony innych materiałów budowlanych oraz narzędzi, to zaraz się jęłam słaniać z wrażenia i stwierdziłam, że abo się panowie z remontem pospieszą, albo się kurwa wprowadzę do któregoś z nich.

W pracy natomiast ze względu na pojawienie się nowych pracowników pojawiły się też zupełnie nowe atrakcje w postaci na przykład podpierdalania mnie u przełożonego przez  brzydką nową koleżankę, która najdalej co drugi dzień gruchała do mojego dyrektora, że strasznie się z obowiązków nie wywiązuję i ciągle się towarzysko udzielam popijając herbatki z panami od naszego największego zleceniodawcy. Bo jej się przywidziało, iż jak mnie wypierdolą, to ona zajmie moje stanowisko. Tylko jakoś w tych swoich knuciach kompletnie nie wzięła pod uwagę, że po a przełożony wcale nie chce mnie wypierdalać, gdyż ma pełną świadomość, ile drobnych ale uciążliwych obowiązków za niego wypełniam, po be ze wszystkich obowiązków wywiązuję się doskonale i nic mi w tym względzie nie można zarzucić a herbatki są pryncypałowi wiadome i nie przeszkadzają mu kompletnie, zaś po ce do zastąpienia mnie są potrzebne ściśle określone kwalifikacje, jak na przykład biegła znajomość ojczystego narzecza, którego to kryterium brzydka koleżanka kompletnie nie spełnia. Co obnażone zostało bezlitośnie kiedy ja poszłam na zwolnienie lekarskie, a koleżanka w tym czasie zastąpiła mnie jako protokolantka na dwóch spotkaniach. I zaprawdę powiadam wam, drodzy parafianie, protokoły z tych spotkań odpierdoliła takie, że uczestnicy po przeczytaniu ich długo się zastanawiali, azaliż aby na pewno byli na tym samym spotkaniu co ona. Tak więc nasza OMC Lukrecja Bordzia zmuszona była zrezygnować ze swoich wyszukanych manipulacji za pomocą plasticzanego widelca i wrócić do przekładania papierów na własnym biureczku, bo moje biureczko jest dla niej ewidentnie za wysokie. Na całej historii zyskała tyle, że przykuła moją uwagę, i obecnie zamiast ją ignorować tak jak wcześniej, w rewanżu podpierdalam ją na każdym kroku. A przewagę mam taką, że w hierarchii biurowej stoję wyżej a ponadto doskonale orientuję się w jej obowiązkach, więc każde potknięcie jest natychmiast przeze mnie troskliwie rejestrowane, po czym informacje bez zbędnej zwłoki przekazywane są dyrekcji. No zdecydowanie mnie panna zirytowała i zrobiła sobie ze mnie wroga. Ogólnie najbardziej mnie rozjebała, kiedy zarzut o herbatkach cisnęła mi z furią w twarz (już po fiasku akcji podpierdalającej) - to naprawdę nie moja wina, że mnie zapraszają na herbatki, całują po rączkach, przynoszą kwiatki i czekoladki na imieniny, a jej imieniny chuj kogo obchodzą, bo mało kto wie, jak ona w ogóle ma na imię. I chyba właściwie mało kogo to interesuje. Jak to mówią, królowa jest tylko jedna, i u mnie w biurze królową jestem ja.

A wogle to  od poniedziałku mam dwutygodniowy urlop. Któren już wiem, że przerwany będzie co najmniej trzema wizytami w biurze, ale co tam, odbiorę sobie w nadgodzinach. Poza tym oczywiście urozmaicę sobie te wizyty herbatkami, bo od kiedy brzydka koleżanka była łaskawa naszczać do mojego ogródka, czerpię niejaką przyjemność z wpierdalania jej szpilek przy dogodnej okazji. A herbatki ewidentnie bolą ją jak mało co. Jak będzie grzeczna to może ładnie poproszę chłopców, żeby ją też kiedyś zaprosili. Z drugiej strony obecna sytuacja dostarcza mi mnóstwa rozrywki, gdyż panna Bordzia chyba sobie postanowiła, że niedostatki urody nadrabiać będzie intelektem i zostanie miszczyniom ciętej riposty, czym powali okolicznych mężczyzn na kolana; sęk w tym, że nikt jej widać nie powiedział, że panowie mają zadziwiająco wysoki próg tolerancji, kiedy atrakcyjna panienka z kokieteryjnym uśmiechem słodkim tonem mówi im złośliwości (co stanowi jedną z moich ulubionych gier i zabaw towarzyskich), natomiast próg ten drastycznie się obniża, kiedy powarkuje na nich zapuszczona skrzywiona frustratka nie potrafiąca poprawnie złożyć zdania.

Dobra, drogie dzieci, zamykam stragan i lecę dopilnować panów remontowników. Następną razą wrzucę dykteryjki remontowe, a są zaiste przepyszniutkie.

16:59, nimfabo
Link Komentarze (16) »