I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
poniedziałek, 20 września 2010

Dziś wstałam o strasznej godzinie 4.30 i tak mję o poranku natchło, że będę co jakiś czas zapodawać na swoim przeinteresującym blogasku prawdy o życiu. Niczym Pałlo Koejo tudzież Dżaki Kolins. Gdyż, jak wszystkim wiadomo, można tak, a można inaczej. Pałlo zapodaje prawdy metafizyczne a Dżaki prawdy przyziemne, natomiast ja, jako kobieta renesansu, posiadam wiedzę z obu tych dziedzin i tu się właśnie będę tą wiedzą dzielić.

Pierwsza prawda o życiu jest taka, że wstawanie na 7.00 do fabryki to przejebana sprawa jednak. Aczkolwiek i tak cudownie, że nie muszę tramwajem jeździć, bo wtedy musiałabym wstawać pół godziny wcześniej i to byłoby już przepotwornie przejebane. A tak, wstaję sobie o 5.30 (dziś zerwało mnie z łóżka natchnienie, bez natchnienia mogłabym sobie jeszcze spokojnie godzinkę pospać), karmię koty, piję kawkę, sprawdzam njusy na pudelku (innych njusów nie przyswajam, a od tych na tefałendwaeśsiasztery czy innym polsatnjus to szczela mnie chuj po prostu), prognozę pogody przeglądam, dokonuję eksploracji na fejsbóczkowym treasure isle, potem zażywam ekskluzywnej kąpieli, przebieram się za człowieka, robię staranny makijaż, po czym schodzę z godnością i gracją do powozu, któren dostarcza mnie do zakładu penitęcjarnego. Dzięki czemu dzień pracy rozpoczynam jako kwiat lotosu na gładkiej tafli jeziora. Gdzie stąpnę zakwitają lelije, rozdaję uśmiechy i rozsyłam całuski, zwierzątka się do mnie garną oraz mężczyźni ścielą mi się do stóp. Pokotem.

Aczkolwiek.

I tu będzie druga prawda życiowa.

Aczkolwiek czasami nie bardzo mi się chce wstawać o tej 5.30 i postanawiam pospać jeszcze kapkę, więc przestawiam budziczek o 10 minutek. Co zazwyczaj kończy się tym, że wstaję o pół godziny za późno. I wtedy szlag trafia kawkę, pudelka, ekskluzywną kąpiel i staranny makijaż – zostaje tylko czas na nakarmienie kotów, szybki prysznic, chaotyczne pomazanie się tuszem do rzęs gdzie bądź oraz histeryczny bieg do powozu z gubieniem po drodze niezawiązanych pantofelków. A to bardzo niedobrze, gdyż wtedy rozpoczynam dzień pracy jako Straszliwa Suka (w skrócie SS i wierzcie mi, że nie jest to przypadkowa zbieżność), gdzie przejdę trawa czernieje i unosi się zapach siarki, sieję laserem z ócz i powarkuję nieprzyjaźnie, zwierzątka omijają mnie szerokim łukiem zaś mężczyźni co prawda ścielą mi się do stóp pokotem, ale przy tym z niejasnych przyczyn osłaniają głowę ręcamy i mamroczą coś o wybawianiu od nagłej i niespodziewanej śmierci.

Płętę proszę se samodzielnie wyciągnąć, gdyż godzina jest taka, że muszę się udać w stronę pokoju kąpielowego. W przeciwnym razie czeka mnie dziś opcja numer dwa, a tego raczej nikt by nie chciał.

06:06, nimfabo
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3