I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
poniedziałek, 05 września 2011

Obiecywałam co prawda dykteryjki, ale póki się nie przeprowadzę obowiązuje absolutny zakaz używania słowa na R. Tak że kiedy indziej jednak.

Dziś za to będzie bajka o uroczym sąsiedzie z bramy obok (obok mojego wciąż jeszcze aktualnego miejsca zamieszkania, ma się rozumieć). Otóż dawno dawno temu, za siedmioma ulicami, za siedmioma sklepikami, stała sobie kamienica. Zawierała ona, ta kamienica, dwie różne wspólnoty mieszkaniowe i dwa różne wejścia od głównej ulicy oraz dwa od podwórka, ale tylko jedną bramę wjazdową, umożliwiającą dostanie się z ulicy na podwórko. Pewnego dnia przewodniczący wspólnoty dysponującej „wjazdową”  połówką kamienicy spożył większą niż zwykle porcję magicznego napoju (albo może magicznych grzybów, nie wnikam) i postanowił, że postawi w poprzek podwórka płot, skutkiem czego zablokuje wrażym elementom z nieswojej wspólnoty dostęp, żeby mu nie wjeżdżali wrażymi samochodami przez jego bramę na swoją (oczywiście wrażą) część podwórka. Jak postanowił, tak też uczynił. Niestety wraży element podniósł wrzask, iż w ten sposób został pozbawiony nie tylko możliwości wjechania autem na podwórko, ale też pozbawiony został dostępu do kontenerów na śmieci, które znajdowały się w części „bramowej” ze względu na konieczność dojazdu śmieciarki.  Nic to, pomyślał przewodniczący. Wystawimy wraże kontenery na chodnik wprost przy ulicy. I plwamy na to, iż ulica jest jedną z najruchliwszych i najbardziej reprezentacyjnych w mieście. I poczuł, że myśl ta jest ze wszech miar dobra i słuszna, więc bezzwłocznie przekuł ją w czyn. Jednakże Stosowne  Służby ujrzawszy kontenery na chodniku  zniesmaczyły się wielce i jęły przewodniczącego rugać, iż nieporządek czyni co jest haniebne i niedopuszczalne. Na co przewodniczący odrzekł im z całą mocą swojej godności osobistej oraz magicznego napoju (albo magicznych grzybów, nie wnikam), iż jego jest to podwórko i jest ono jego i żadne wraże kontenery nie będą tam stały, ocototonienienie, gdyż wtedy musiałby wpuszczać na swoje podwórko wrażych lokatorów z wrażej wspólnoty, ocototonienienie, więc fora ze dwora i niech se Stosowne Służby zabierają kontenery, gdyż, ocototonienienie, na jego podwórku nie będą one stały I CHUJ.

Stosownym Służbom bardzo była nie w smak odpowiedź dzielnego przewodniczącego, ale cóż było robić – zabrały kontenery i postawiły je o jedno przejście dla pieszych (takie ze światłami, dla większego bezpieczeństwa wrażych lokatorów) oraz dwie kamienice dalej.  

I tu od części bajkowej przechodzimy do prozy życia codziennego: otóż nie wiem, jak innych wrażych lokatorów, ale mnie szczelił jasny chuj. Albowiem, o  ile w grze typu erpegie popierdalanie przez pół miasta z Tajemniczym Błękitnym Workiem byłoby zajebistą przygodą, o tyle w realnym świecie przechodzenie z torbą pełną kocich kup przez światła i połowę dzielni uważam za letkie nieporozumienie jednak. Tak więc natentychmiast zdobyłam podstępem magiczny kluczyk od Zakazanej Bramy i mimo sprytniusiej akcji pana przewodniczącego od dwóch miesięcy konsekwentnie wrzucam śmieci do JEGO śmietnika na JEGO części podwórka (no wiecie, tej za JEGO płotem). Gdyż charakter mam wyjątkowo parszywy i przewrotny, a dupę mam niebywale leniwą, więc zapierdalać ze śmieciami tak daleko najzwyczajniej mi się nie kce. I CHUJ.

08:19, nimfabo
Link Komentarze (11) »