I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
środa, 24 października 2012

Dzisiaj Abusia była na poczcie, gdyż od dwóch tygodni czeka bezowocnie na Arcyważnę Przesyłkę z księgarni. Przesyłkę dwa tygodnie temu zamówił i opłacił dla Abusi abusiny Przyjaciel w ramach rekompensaty za dobra utracone – i od razu dodajmy uprzedzając jakiekolwiek spekulacje, iż zamówił na pewno, słowo Przyjaciela jest droższe od piniendzy i ufamy mu w tej kwestii bezgranicznie. Po kilkukrotnych monitach w powyższej księgarni Przyjaciel uzyskał numer przesyłki, przekazał go Abusi, zaś Abusia zapisawszy numerek na karteczce i trzykrotnie upewniwszy się co do jego poprawności (całe szczęście, że Przyjaciel ma nadludzkie wprost zrozumienie dla abusinych natręctw) udała się, dzierżąc bezcenny świstek z bezcennym ciągiem cyfr, do swego ulubionego urzędu.

Pocztowego.

I tera tak. Ogólnie każdorazowa wyprawa na pocztę w celu odebrania bądź nadania czegokolwiek stanowi dla Abusi traumę już w fazie planowania, więc pogodzenie się z koniecznością odbycia tej wyprawy było procesem bardzo długim i bolesnym – od wczorajszego wieczora zażywane były ziółka uspokajające oraz stosowane rozliczne techniki relaksacyjne (polegające głownie na mantrowaniu „japierdolekurwamać”). Abusia na pocztę poszła w godzinach mocno przedpołudniowych, znaczy się tak jakoś za kwadrans jedenasta, licząc, że jako że są to godziny robocze dla większości elektoratu poza bezrobotną aktualnie Abusią, nie będzie tłumu.

Biedna Abusia jak się okazało nie zna życia wogle a już obyczajów panujących na poczcie to nie zna najwoglej na świecie.

Zastała bowiem Abusia na tej poczcie (japierdolekurwa) hordę emerytek uzbrojonych w naręcza rachunków do opłacenia. Sądząc po ilości, były to (japierdolekurwa) rachunki ich, ich rodziny, znajomych, rodzin znajomych, znajomych rodzin znajomych i (japierdolekurwa) wszystkich mieszkańców dzielnicy, przy czym emerytki ze wszystkich dzielnic przyszły dziś akuratnie na abusiną pocztę i złośliwie postanowiły robić biednej Abusi wbrew, stając w kolejce zanim Abusia przyszła, żeby se przypadkiem nie załatwiła sprawy za szybko i żeby traumatyczny pobyt na poczcie trwał (japierdolekurwa) jak najdłużej.

Panie Okiękowe, oby sczezły (i jeszcze japierdolekurwa), oczywiście aktywnie uczestniczyły w spisku na abusine zdrowie psychiczne, uruchomiwszy tylko JEDNO okięko, i oczywiście (japierdolekurwa) nie to że jakieś braki kadrowe, gdyż na zapleczu widać było rezerwy zasobów ludzkich, ale zasoby zajęte były (japierdolekurwa) piciem kawy, niespiesznym przystawianiem pieczątek oraz nieodbieraniem telefonu, który w związku z powyższym odbierać musiała (japierdolekurwa) jedyna funkcjonująca Pani Okiękowa. Ponadto okazało się, iż (japierdolekurwa) część wrażych emerytek zakamuflowała się na krzesełkach bo nadciśnienie i nie mogą stać, i kiedy tylko Abusia rozpromieniała się, że już za chwileczkę już za momęcik oraz już była w ogródku już witała się z gąską, to znienacka (japierdolekurwa) kolejna emerytka przyłaziła do kolejki wywołując w Abusi rozterkę straszliwą, czy powinna popełnić samobójstwo, czy też może obniżyć ciśnienie emerytkom poprzez otworzenie im długopisem aorty.

A kiedy przed Abusią była już tylko jedna pani w wieku dla odmiany rozrodczym, z jedną kopertką i jednym wypełnionym kwitkiem na polecony, nastąpiło u Abusi jebnięcie bezpiecznika. Gdyż mianowicie kopertka owa polecona była do miasta Londyn w Anglii. I adres, ze względów oczywistych, napisany był zgodnie ze standardami przyjętymi w państwie odbiorczym, skutkiem czego napisane tam było LONDON i ENGLAND. I Pani Okiękowa (japierdolekurrrrrrrrrwa) wycedziła do Pani Petętki, że ma napisać nazwę kraju odbiorcy. Na co Pani Petętka, że no przesz napisała. Na co Pani Okiękowa z wyższościo poinstruowała:

„Ale PO POLSKU proszę napisać, proszem paniom.”

Tu Pani Petętka zdębiała, a Abusia przyłożywszy do chłodnej ściany rozpalone czoło z pulsującą nań żyłką, rzekła głosem ociekającym miodem „nie ma takiego miasta Lądyn; jest LĄDEK”.

Po czym się uśmiechnęła do Pani Okiękowej uśmiechem, który w średniowieczu był zapowiedzią wycieczki na wieś, połączonej z paleniem całego sioła, wbijaniem mieszkańców na pal oraz zdrowotnymi kąpielami w krwi niewiniątek.

I teraz niniejszym zbliżamy się do finału. Otóż po godzinie znoszenia wszystkich tych potworności Abusia nareszcie podeszła do okięka, zapodała świstek z numerkiem (oczyma wyobraźni widząc już siebie rozciągniętą na kanapie z nową książeczką), uśmiechnęła się do Pani Okiękowej z prawie-że-sympatią i…

… I JAPIERDOLEKURRRRRRWA USŁYSZAŁA, ŻE PRZESYŁKA O TAKIM NUMERZE NIGDY NA TĘ POCZTĘ NIE DOTARŁA.

W tym momencie musiało się na abusinej uśmiechniętej twarzy albo w abusinych oczach pojawić coś bardzo niepokojącego (w sęsie że jeszcze bardziej niż zwykle), gdyż Pani Okiękowa zbladła jak płótno i wyjąkała, że może po prostu poszło na inną pocztę, albo no nie wiadomo co, ale najlepiej będzie jak Abusia wróci do domu i na pocztowej stronie internetowej wrzuci se numer tej przesyłki w system śledzenia, w ten sposób najszybciej i najpewniej ustalając miejsce pobytu.

Abusia poszła do domu, otworzyła internecik, wrzuciła numer w system i odkryła z zaskoczeniem oraz zachwytem, iż przesyłka najpewniej okrzyknięta zostanie absolutnym przełomem w badaniach nad podróżami w czasie i przestrzeni – przebywa bowiem niezawodnie w którymś z równoległych wymiarów, o czym dobitnie świadczył wypluty przez system pocztowy komunikat „Brak przesyłki o podanym identyfikatorze”. No przesz skoro państwo w księgarni twierdzą, że nadali, skoro nawet podali numer nadania, a poczta nie ma bladego pojęcia iż taki fakt miał miejsce, innego logicznego wytłumaczenia nie ma.

Przejęta straszliwie Abusia natętychmiast poinformowała Przyjaciela, że wspaniale, że nobel, że kurwiliony pierdyliardów w obcej walucie, sława chwała i tłumy fanów, a tu Przyjaciel zapodał głosem hiobowym, że majla dostał od księgarni, iż się paczka zmaterializowała gdzieś na poczcie w paczkarni w stanie nieco uszkodzonym, że wyślą nową bezzwłocznie i że sory. Abusia popadła w zachwyt jeszcze większy, że deportacja i aportacja udane, że uszkodzenie niewielkie więc się na pewno da wyeliminować kłopot w ramach programu badań za zyliony trylionów dolarów z NASA, że cudownie i że dowód naukowy ach och i oesu. Na co została oświecona, że jedyny dowód, jaki mamy, to fakt, iż się przesyłka najpierw deportowała między księgarnią a okienkiem pocztowym, a potem się cudownie aportowała uszkodzona w paczkarni, aczkolwiek Przyjaciel jako osobnik płci męskiej, więc obdarzony nieco trzeźwiejszym spojrzeniem, obstawia, iż księgarnia zaleciała se w chuja i nic nie wysłała wogle i ta deportacja przed pocztą i aportacja w paczkarni to jedna zajebista ściema jest i tyle.

I tera zrozpaczona jestem i wkurwiona przestrasznie, bo ani książki, ani nobla, ani kurwilionów pierdyliardów w obcej walucie, tylko trauma na poczcie godzinna bez sensu.

A do tego mi się paznokieć złamał i cerę mam jakąś taką niezdrową.

No dół jak chuj, no.



21:51, nimfabo
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2