I m a bitch and you know I wouldn t want it any other way
poniedziałek, 28 października 2013

Jestem dziś w nastroju wielce sentymentalnym i romantycznym, więc postanowiłam opowiedzieć Wam o moim Pierwszym Prawdziwym Poważnym Adoratorze. Z góry uprzedzam iż jest to historia bardzo smutna, pełna mrocznych tajemnic i wstrząsających zwrotów akcji.

Otóż Adoratora zapoznałam będąc w trzeciej klasie liceum. Był on interesującym intelektualnie, oczytanym i niebrzydkim blondynem i był starszy ode mnie o trzy lata. Niestety, na przeszkodzie naszej wielkiej miłości stanęła jego Mroczna Tajemnica. Co prawda, jak powszechnie wiadomo, kobiety lubią, kiedy mężczyzna ma Mroczną Tajemnicę, gdyż czyni go to Gotycko i Romantycznie Interesującym - niestety tajemnica mojego blond Adoratora była Mroczna Ekstremalnie.

Na początku nic nie zwiastowało tragedii - po prostu spostrzegłam, iż Adorator ma paznokieć u małego palca prawej dłoni o jakieś 3mm dłuższy niż pozostałe. Po jakimś czasie nabrałam pewności, iż nie jest to jakieś chwilowe niedopatrzenie, ale świadome i celowe działanie. Zżerana ciekawością oraz niepokojem nie jadłam i nie spałam: czy to paznokieć do jakiejś tajnej i skomplikowanej techniki gry na gitarze? Czy też chodzi o pewne egzotyczne schorzenie, zmuszające go do hodowania jednego szpona? A może on należy do jakiejś paznokciowej sekty?  Aż wreszcie postanowiłam zdobyć się na odwagę i na kolejnej randce zapytać go, jaka jest przyczyna tego zjawiska.

Więc kiedy spotkaliśmy się na kolejną randkę w maleńkiej pizzerii przy Placu Orła Białego, gdy siedzieliśmy pijąc wino i patrząc sobie w oczy, złapałam go za prawą dłoń i gładząc Tajemniczy Palec zapytałam: „Kocie, a dlaczego ty masz ten tutaj paznokieć taki długi a inne nie?” Na co Adorator odparł: „DO DRAPANIA SIĘ W UCHU”.
Twarz mi stężała. Łzy nabiegły do oczu. Bez słowa wstałam i poszłam do łazienki, w której przez dłuższą chwilę łkałam zwinięta w kłębek pod zlewem. W końcu wstałam, poprawiłam makijaż i ruszyłam z powrotem do stolika, zamierzając dzielnie stawić czoła bolesnej prawdzie oraz, jako wierna fanka Jane Austen, walczyć o swoją miłość wbrew przeciwnościom losu. Oraz wbrew szponowi. I kiedy byłam w połowie sali, kiedy spoglądałam na mojego Adoratora zapatrzonego w okno i na jego zamyślony profil, nagle wydała się jego Ekstremalnie Mroczna Tajemnica: otóż okazało się, że oprócz Drapania Się W Uchu, szpon służy Adoratorowi również do – wielkie nieba!!! – Ukradkowego Dłubania W Nosie. Które to odkrycie sprawiło, że zmiażdżona widokiem cofnęłam się do toalety, w której przez kolejny kwadrans w spazmach i szlochach godziłam się z myślą, że jest to ostatnie nasze spotkanie i nigdy więcej już się nie zobaczymy. Że nigdy już nie spojrzę w jego błękitne oczy, nie zmierzwię jego złocistej czupryny. I nie zobaczę już nigdy SZPONA. Szponiasta dłoń nie obejmie mej kibici. Nie ujmie mej dłoni podczas spaceru. Nie zanurzy się w moich włosach.

Ach.

Do dziś, za każdym razem gdy to wspominam, mgła wzruszenia mąci mi wzrok.

18:19, nimfabo
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2